|
Blog > Komentarze do wpisu
"Avatar"
Nie jesteśmy już w Kansas – słynnym cytatem z The Wizard of Oz (który notabene został użyty w filmie) można podsumować Avatara. To już nie jest to samo. To nie to kino co wcześniej. James Cameron w swojej najnowszej produkcji wyznacza nowe standardy, które można nazwać prawdziwą rewolucją w technice kinematografii.
Mamy rok 2154, a ludzkość stała się rasą bardzo zaawansowaną pod względem technologicznym. Podróże międzyplanetarne i międzygalaktyczne nie są już żadnym problemem, dzięki czemu ruszamy na ekspansję kosmosu. Na Pandorze, księżycu bliżej nieznanej nam planety w odległym układzie, odnaleziono bardzo cenny minerał. Ziemia decyduje się na wysłanie ekipy ludzi, których zadaniem jest zdobycie jak największej ilości tego surowca. Nie jest to jednak takie proste, gdyż planeta zamieszkana jest przez Na’vi, człekopodobną rasę, chroniącą naturę za wszelką cenę, sprzeciwiając się tym samym Ludziom Nieba, jak nazywani są Ziemianie. Aby bliżej poznać tubylców stworzone zostają tzw. Avatary, ciała Na’vi, do których można „wgrać” ludzką świadomość.
Fabuła może wydawać się niezbyt oryginalna - wszystko to już gdzieś było, jednak dzięki swojej iście mistrzowskiej technice reżyserskiej Cameron nie daje nam tego odczuć. Budżet do nakręcenia produkcji, jaki dostał od studia Fox oscyluje w granicach 237 mln dolarów, a wg niektórych źródeł nawet więcej, bo ok. 300 mln. To widać na ekranie. Mało powiedziane, ma się wrażenie, że ten film kosztował 4 razy tyle!
Stworzenie oprawy muzycznej reżyser podobnie jak przy Titanicu zlecił swojemu przyjacielowi Jamesowi Hornerowi, a ten spisał się co najmniej dobrze. Ścieżka dźwiękowa idealnie wpasowuje się w świat przedstawiony w filmie i tworzy niesamowity klimat. Można co prawda zarzucić kompozytorowi brak oryginalności. Wykorzystuje on już dosyć ograne schematy, szczególnie daje się to wyczuć podczas słuchania soundtracku z filmu, kiedy nie ma się przed sobą obrazu. Nie przeszkadza to absolutnie przy odbiorze, gdyż Horner czerpie z dorobku innych artystów w sposób mistrzowski.
Ostatnim aspektem, który trzeba poruszyć jest technika 3D, która została wykorzystana w filmie. Na potrzeby filmu skonstruowano bowiem nowe stereoskopowe kamery, pozwalające stworzyć efekt, jakiego jeszcze nie było. Trzeba przyznać, że udało się to twórcom znakomicie. Dzięki trójwymiarowi świat Pandory wygląda bardziej realistycznie, jest niesamowicie klimatyczny i potęguje wrażenie bycia na tamtej planecie. To już nie jest 3D przy użyciu czerwono-niebieskich okularów, w których oglądaliśmy Spy Kids. To nie jest 3D rodem z My Bloody Valentine, gdzie stosowano typowo efekciarskie chwyty, które śmieszyły publiczność. Trójwymiar w Avatarze jest wyjątkowy, misternie zrealizowany. Nie ma tu takiego jednolitego podziału na to, co jest z przodu i na to, co jest z tyłu, co było wyraźnie widoczne w wyżej wymienionych produkcjach. 3D w wykonaniu Camerona jest subtelne, nienachalne i idealnie zgrane z pozostałymi częściami filmu. Pewien amerykański krytyk na temat techniki użytej w Avatarze powiedział „Święty Graal techniki 3D w końcu nadszedł”.
James Cameron stworzył film przełomowy, bez dwóch zdań. Świat w nim przedstawiony jest magiczny, pochłania nas niemal natychmiast, przez co zupełnie zapomnimy o naszej szarej rzeczywistości. Porządna gra aktorska, trójwymiarowe efekty i muzyka Hornera dostarczą nam niezapomnianych wrażeń. Ja bawiłem się na nim genialnie i bez wątpienia zawitam do kina jeszcze raz.
poniedziałek, 28 grudnia 2009, rydzussj
TrackBack
Komentarze
2009/12/29 17:11:25
Najlepszym wyjściem jest IMAX w Łodzi, gdyż tylko tam jest obraz cyfrowy. Dokładnie się na tych technikach nie znam, ale z tego co udało mi się dowiedzieć to ogólnie wygląda to tak że IMAX ma gorsze 3D, ale większy obraz, a kina typu CinemaCity mają ciut lepsze 3D (jest większe wrażenie głębi), ale dużo mniejszy ekran. IMO tak czy inaczej warto iść do IMAXa ze względu na to, że film jest tak na maksa dopracowany, tak szczegółowy, że IMAXowy ekran wydawał mi się za mały, a co dopiero coś mniejszego.
Ja sam myślę nad pojechaniem do Łodzi do tamtejszego IMAXa, żeby odczuć 'true Avatar experience' :D. 2009/12/30 09:26:53
Ja na 3D byłem 25tego, a dziś idę drugi raz do IMAX. Tak więc jutro w nocy mogę napisać czym się różnią te dwie wersje 3D.
2009/12/31 06:23:53
Ogólnie nie warto iść na IMAX;a, bo się praktycznie niczym nie różni od 3d DD.
2009/12/31 11:02:34
Chyba że się mieszka w duzym miescie jak ja i ma się IMAXa obok normalnego CinemaCity czy też Heliosa :D: :D :D.
2010/01/03 20:54:26
Czekałem z komentarzem, aż do zapoznania się z filmem. Widziałem fragmentami, ale jeszcze nie cały - klimat na pewno ma, po obejrzeniu 10 minut na films-online jestem pod wrażeniem i w tym tygodniu idę oglądnąć cały, zatem do napisania za kilka dni ;)
|
|
Do Tarasów idę za chwil kilka, do IMAX-a jakoś po nowym roku - skonfrontuje więc powyższe opinie niektórych.