Blog > Komentarze do wpisu
"Twilight"

Ileż krzyku, ileż krwi, ileż emocji podczas premiery można było zobaczyć wokół tego dzieła. Oczywiście oprócz pisków fanek pojawiały się raczej negatywy. Na dodatek, najczęściej od osób, które samego filmu (ani nawet książek) palce nie tknęli, bo nie i już. Ale im się to nie podoba. A choćby nawet to obejrzeli i im się spodobało to i tak nie powiedzą tego głośno. Bo nie.

Ekranizacja bijącej rekordy popularności książki Zmierzch pani Stephanie Meyer. Bez bicia przyznaję się, że tomu nie przeczytałem (ani kolejnych gwoli ścisłości), udało mi się jedynie przebrnąć przez pierwszy rozdział i choć może nie był jakiś tragiczny to dałem sobie z tym spokój. W każdym razie jak wszyscy wiedzą fabuła kręci się wokół (modnych cały czas) wampirów - młoda uczennica spotyka takiego właśnie jegomościa i od razu się w nim zakochuje. Ot, standard.

Zacznijmy może od obrazu wampirów. Daleko im do typu Draculi, gdyż przesiedli się (przynajmniej rodzinka Cullenów wokół kręci się historia) na krew zwierząt. Dzięki temu nie są takimi potworami i widz może je polubić. W sumie przemawia to do mnie. Szkoda jednak, że to koniec dobrych pomysłów. Powiedzcie mi, proszę, dlaczego, do cholery, wampiry w słońcu błyszczą? Ludzie, toż to jednak z największych głupot, jakie widziałem, a wierzcie mi, widziałem wiele. Na dodatek twórcy próbują się wykpić złą pogodą panującą przez praktycznie cały film. Ja rozumiem, że stan Waszyngton to nie słoneczna Kalifornia, ale ciemne chmury 24 godziny na dobę? Litości.

Co ciekawe, niby to ma być jakiś film romantyczny, tylko wyciąte z niego totalnie napięcie seksualne i pożądanie. Kompletne zero. Zamiast zastanawiać się, czy w końcu się pocałują,  rozważamy, czy Edward tym razem zje swoją ukochaną, a może jeszcze nie teraz. Powinno być chyba jednym z największych cech tej produkcji, a tu lipa. No ale w sumie dla mnie to plus, bo na filmowych romansidłach totalnie wymiękam (ale nie w sensie "płaczę" :D).

Jak wspomniałem napięcia między dwójką głównych bohaterów brak, ale to w sumie też zasługa aktorów. O ile Kristen Stewart jako Bella była poprawna, mogło być gorzej, a całkiem nieźle się na nią patrzyło to Robert Pattinson to jakaś totalna pomyłka. Choć to może raczej nie jego samego wina, tylko scenariusza. Udowodnił zresztą w Harrym Potterze, że grać potrafi. W Zmierzchu zaś prezentuje przez cały film dwie miny! I to i tak nie wiem, czy nie zaokrągliłem w górę... Wygląda jakby miał zaraz zwymiotować (nie mam zielonego pojęcia dlaczego), co jest dodatkowo potęgowane przez biały makeup, który ma na twarzy. To miało pokazać, że wampiry są zimny przez cały czas, tak podejrzewam. Cóż, nie wyszło.

Budżet produkcji wyniósł ledwie 37 mln $, co wyjaśnia wyjątkowo tandetne efekty specjalne. Takie tzw. szybkie bieganie, jakim dysponują wampiry to ja mogę w domu zrobić. Już nawet w Smallville Clark Kent ten efekt jest o niebo lepiej wykonany.

Tak psioczę i psioczę, ale szczerze mówiąc cały film oglądało się całkiem znośnie. Może nie wszystko stało na wysokim poziomie, ale ogólnie było ok. To pewnie zasługa scenariusza, który oprócz kilku dziur i niedorzeczności całkiem ładnie ciągnął akcję do przodu. Nie dziwię się, czemu nastolatki tak za nim przepadają, ma to coś, co potrafi urzec. Tyle tylko, że ja jestem a) facetem i b) za stary, żebym się tym podniecał.

czwartek, 25 lutego 2010, rydzussj

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
polecane
supernatural
avalonscripts
smallville
supernatural
supernatural