Blog > Komentarze do wpisu
"Prince of Persia: The Sands of Time"

Ekranizacje gier komputerowych rzadko cieszą się dużą popularnością. Nie ma się jednak czemu dziwić – Uwe Boll skutecznie udowadnia wytwórniom, że każde takie przeniesienie historii z małego monitora LCD na wielki ekran kina musi skończyć się porażką. Po Mortal Kombat na dobrą adaptację trzeba było czekać aż 15 lat. Już jest. Oto Prince of Persia.

Cała historia zaczęła się w roku 1989, kiedy to Jordan Mechner stworzył grę Prince of Persia. Któż nie grał (i klął przy przy okazji wpadnięcia w ten sam dół po raz trzeci) w to cudo? Było kilka sequeli (mniej lub bardziej udanych), a wśród nich największą sławę zdobyła tzw. trylogia Piasków Czasu, czyli The Sands of Time, Warrior Within oraz The Two Thrones.

I właśnie na pierwszej z nich (choć bardzo, ale to bardzo luźno) bazuje najnowsza produkcja Jerry’ego Bruckheimera, twórcy Pirates of the Carribean. W XI-wiecznej Persji na tronie zasiada król mający dwóch synów. Uważa jednak, że  rodzina nie jest jeszcze w komplecie i pewnego dnia bierze pod opiekę Dastana, (nie)zwykłego chłopca z ulicy. Dastan zaś swoimi umiejętnościami zawstydziłby niejednego mistrza parkouru, potrafi zrobić wszystko – wejść wszędzie i wyjść z nikąd.

Dastan w Księciu Persji (choć jeden tytuł normalnie przetłumaczony) musi stawić czoła pięknej księżniczce, sztyletowi dającemu kontrolę nad czasem i spiskowi przeciw królowi. No i nie mogło zabraknąć jeszcze standardowego ratowania świata przed zagładą. Ale to już szczegóły. Fabułą ogólnie rzec biorąc jest prosta i… nieco przewidywalna. Film nadrabia jednak całą resztą – klimatem, obsadą, muzyką i efektami.

Średniowieczne Imperium Perskie prezentuje się zaiste fantastycznie. Piękne budowle, plenery, jest na czym zawiesić oko. Nie mówiąc już o Gemmie Arterton, która przecież do najbrzydszych aktorek nie należy. Jake Gyllenhaal w roli tytułowego Księcia spisuje się również całkiem nieźle; moim ulubieńcem zostaje Alfred Molina, czyli szejk Amar. Uwielbienie jego postaci do strusi kilkukrotnie wywołało wybuch śmiechu. Scenarzyści wyraźnie chcieli właśnie do filmu tego humoru sporo napakować. Czasami im się to udawało, nie powiem, ale zdarzały się żarty wymuszone i drętwe.

Jako fan gry oczywiście wypatrywałem jakichś nawiązań do pierwowzoru. I muszę przyznać, że nawet nie trzeba było specjalnie się wysilać, bo było ich na pęczki. Znakomicie oddano klimat znany z monitora, zarówno pod względem scenerii, kolorystyki, jak i postaci samego Księcia. Jego akrobacje czasami wyglądają jakby były żywcem wyjęte z gry – zasługa w tym także odpowiednich ujęć oraz podkładu dźwiękowego. Za to drugie odpowiada głównie Harry Gregson-Williams, już doświadczony kompozytor. Jego score choć może nie jest jakoś specjalnie oryginalny to spełnia swoje zadanie wprost wybornie. Temat przewodni wpada w ucho już po drugim usłyszeniu – czego nie można powiedzieć o mającym nieco wcześniej premierę Robin Hoodzie.

Jordan Mechner w wywiadach przyznał, że planuje aż 7 (!) części. Trochę sporo, choć na pewno historia (i świat, w którym jest osadzona) nudna nie jest. Szczególnie znana z The Two Thrones mroczna strona Księcia wydaje się być interesująca. Chętnie zobaczyłbym jej filmową wersję.

Osobiście życzę adaptacji Prince of Persia wielkiego sukcesu kasowego, może z tego wyrosnąć saga na miarę Pirates of the Carribean. I choć może nie jest to film, który ogląda się z niewiadomo jakimi wypiekami na twarzy to praktycznie nie w chwili, kiedy byśmy się nudzili. A fanów gry dodatkowo zachęcać nie trzeba.

sobota, 22 maja 2010, rydzussj

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Kuba, amx212.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/05/25 16:12:40
Własnie wrociłem z seansu.. no i musze powiedziec że mi sie film podobał (niewiele brakuje do "bardzo podobał") i jak ty mu dajesz 7/10.. to ja takie słabe 8. Bałem sie ze Jake Gyllenhaal nie podoła tej roli.. ale jednak zaskoczył mnie pozytywnie, jak najbardziej wyszedł na plus (chociaż milej go pewnie bede wspominac z "zodiak"). Co jak co.. jeżeli bedzie krecony sequel to z niecierpliwością bede na niego czekał.
-
2010/05/25 20:23:13
Dla mnie 7/10 to "bardzo fajny (ale nic się nie stanie jak go nie obejrzysz)", a począwszy od 8/10 to już takie "wypada zobaczyć" :D.
polecane
supernatural
avalonscripts
smallville
supernatural
supernatural