|
sobota, 20 listopada 2010
Czary mary, to już przedostatni Harry!
W ramach reklamy portalu i własnego tekstu - recenzja najnowszej części sagi o Harrym Potterze, czyli Insygnia Śmierci, część pierwsza.
niedziela, 07 listopada 2010
Wskrzeszenie?
Dostaję od czasu do czasu komenta czy maila z pytaniem, co z blogiem... i co odpowiedzieć? Że nie chcę mi się (nieprawda)? Że nie mam pomysłu (nieprawda)? Że nie mam czasu (prawda)? Ale może wraz z tą notką nabiorę jakiejś motywacji...
piątek, 04 czerwca 2010
Rodzinne szpiegostwo
Z braku czasu nie dam rady napisać jakiejś recki, ale w ramach relaksu byłem dziś na Pan i Pani Kiler, znanym także pod tytułem Killers. I powiem, że było świetnie. Film znakomicie odstresowuje, rozluźnia, czyli jako komedia spełnia swoje zadanie wyśmienicie. Bo choć to produkcja o szpiegach to bliżej jej do Chucka, niż do serii z Bournem. A postać grana przez Catherine O'Harę jest genialna i płakałem przy niej ze śmiechu :D. Serdecznie polecam. Produkcja dużo lepsza, niż te wszystkie marne komedie dla nastolatków.
poniedziałek, 31 maja 2010
Ses... czekaj na to... ja
Od teraz prawdopodobnie notek nowych nie będzie, a jeśli będą to rzadko. Niestety, sporo nauki mam. No dobra, trochę nauki mam. Nie no, coś muszę się pouczyć. A dzięki temu może złapię większą wenę... Tiaaa, pomarzyć zawsze można. Pozostając w temacie - zareklamuję niedawno założoną swoją grupę na Facebooku, a co :D. Z pogranicza życiu studenckiego i serialowego:
niedziela, 30 maja 2010
Żółtki wyjaśniają o co chodziło w "Zagubionych"
I nie chodzi tu bynajmniej o Chińczyków :). W tegorocznym season finale serialu animowanego The Simpsons (który był emitowany jednocześnie z finałem Lost) w sekwencji początkowej Bart podzielił się ze światem wyjaśnieniem dotyczącym zakończenia Zagubionych. Mówcie, co chcecie, ale dla mnie jest bardzo logiczne. Nie ma się właściwie do czego przyczepić.
ZAKOŃCZENIE "ZAGUBIONYCH": TO WSZYSTKO BYŁO SNEM PSA. OGLĄDAJCIE NASZ SERIAL.
sobota, 29 maja 2010
Po finale: „Smallville”
Ach, cóż to był za finał. Superman w Smallville, kostium w prezencie, walka z Zodem, pocałunek Kenta i Lane, znakomite efekty specjalne i w końcu Lois poznająca prawdziwą tożsamość Smugi. Dawno czegoś podobnego nie było.
Może i Clark wciąż jest nieumiejącą latać ciamajdą, ale tak blisko stania się Supermanem nie był jeszcze nigdy. Dla mnie zresztą tak to powinno wyglądać. Z chwilą, kiedy założy kostium serial powinien się skończyć. Już dawno nawet tytuł przestał mieć znaczenie – nie licząc farmy Kentów, miasteczka Smallville nie widzieliśmy chyba od kilku sezonów.
Początkowo myślałem, że znajdzie się tam jakiś nowy pamiętnik dr. Virgila Swanna (który pokazano w sneak peeku). Po tym jednak co wydarzyło się chwilę później (i jeszcze ta muzyka!) głośną zakląłem i chyba jeszcze trzykrotnie przewijałem odcinek do tyłu. Znakomita, choć praktycznie pozbawiona akcji - scena ta wręcz porwała mnie. Brawa dla twórców za odwagę. Było to zaskoczenie na miarę tego z Savior, kiedy to wprowadzono czarny strój Smugi i właściwie prawdziwą drugą tożsamość Clarka.
piątek, 28 maja 2010
Prąd zmienny wciąż stały
I już po koncercie. W sumie napisałbym coś więcej, ale muszę spadać na kolejną imprezę, tym razem typowo studencką :). A żeby pusto nie było to zobaczcie sobie jak brzmiało i wyglądało wczorajsze "Thunderstruck":
Najlepsze hasło wieczoru? "Napierdalaj, Angus!"
czwartek, 27 maja 2010
Tłuści i piękni
Nie wiem jak to się stało, ale wczoraj wpadłem na oficjalną stronę... Mody na sukces. Jak się okazuje, mają tam zwiastuny kolejnych odcinków no i zaryzykowałem, że poznam jakieś spoilery (bo przegapiłem ostatnie 5 tys. odcinków niestety) i obejrzałem. I nie powiem, że jest jakiś zły czy coś. Ale czy wy też nie macie wrażenia jakoby po obejrzeniu go wiadomo już właściwie wszystko i nie ma potrzeby oglądania całego odcinka?
środa, 26 maja 2010
Po finale: "Chuck"
Tuż po Supernatural to był dla mnie najbardziej wyczekiwany finał (i w ogóle serial) tego roku Chuck dokonał tego, co nie udało się Jericho. Po tym jak fani uratowali go przed kasacją (tak, tak, wiem, że telewizja to też biznes, ale ci którzy chodzili do Subwaya, by wesprzeć serial zrobili swoje) Bartowski i spółka wywalczyli nie tylko dodatkowe 6 odcinki trzeciej serii, ale i czwartą!
Seria druga zakończyła się genialnym cliffhangerem, który jednak nie był tyle urwaniem akcji w środku sceny, co zaskakującym rozwinięciem fabularnym. Gdyby nie napis ciąg dalszy nastąpi dodany przez twórców, mógłby to być spokojnie koniec serialu. Tak się jednak nie stało, dostaliśmy trzeci sezon.
Ostateczna rozgrywka pomiędzy Chuckiem a Kręgiem. Ten zaś, początkowo do złudzenia przypominający Fulcrum, w finałowym odcinku rozwinął skrzydła. O mały włos przejąłby całe CIA i NSA. Takiego rozwoju wypadków całkowicie się nie spodziewałem. Powraca Shaw. Pominę już jego zmartwychwstanie. Jako doświadczony agent mógł w sumie coś wymyślić. Pytanie jednak, od kiedy jest on główną bronią Kręgu? Ostatnio był agentem CIA zdeterminowanym, by tę organizację zniszczyć. Oczywiście, miał mały „epizod”, ale to była raczej próba zemsty, a nie jakaś wielka zdrada. No ale może to tylko ja nie brałem go jako wroga publicznego nr 1.
Dobra, więc Shaw wzbogacony o Intersekt… uffff, od nowego akapitu może pójdzie łatwiej… powraca i staje oko w oko z agentem Charlesem Bartowskim. A ich pojedynek jest… epicki, jakby to powiedziała dzisiejsza młodzież. Szwankujący Intersekt Chucka nie pozwala mu normalnie walczyć, a właściwie to nie sam komputer się psuje, a jego posiadasz, człowiek. W każdym razie cały ten uważam za bardzo udany i nieźle go rozwinięto.
Po 80 minutach dobrej zabawy niemal spadłem z krzesła. Żeby jeszcze nie pokazano tego wisiorka, żeby jeszcze Bartowski nie szepnął „mama”… Niestety, to już pewne. Szkoda, byłby to finał idealny, końcówka niestety psuje całość.
wtorek, 25 maja 2010
Po finale: "Lost"
Zagorzałym fanem Zagubionych nigdy nie byłem. Nie uwielbiałem tego serialu. Ba, pierwszy sezon ciągnął mi się niemiłosiernie… Dopiero wraz z drugim (wg większości dużo słabszym) mnie wciągnął i sprawił, że chciałem oglądać dalej. Nie powiem, żebym jakoś psioczył na jego jakość, bo Lost był i jest bardzo dobrym serialem. Nie mam do niego sentymentu jak większość, nie był to mój pierwszy amerykański serial, który zacząłem oglądać. Ot, oglądałem z przyjemnością i tyle.
I przyszedł wyczekiwany, upragniony czwarty sezon. Bardzo dobry, trzeba dodać. Tyle że inny. Inny niż miał być (w moim mniemaniu). Zabawy z czasem zrobiły z tego serialu kompletne science fiction, podczas gdy wcześniej był to zwykły dramat z domieszką tajemniczości, jakiegoś drobnego sci-fi. To zabiło Zagubionych jakich poznałem i lubiłem. Zaczęto wymyślać jakieś koła przesuwające wyspę, dziwne mechanizmy, cuda, bajery, ogólnie dosyć prymitywne rozwiązania. Klimat uległ zmianie i o ile wciąż był to serial dobry i wciągający, o tyle już wtedy zdałem sobie sprawę, że odpowiedzi na wszystkie dotychczasowe zagadki, pytania nie uzyskam.
To wszystko na dodatek podano w lostowym stylu. Zostawiono nas z kolejnymi pytaniami bez odpowiedzi. I dobrze. Bez porządnego WTF?!?!?! na koniec to nie byliby Zagubieni. Dla niektórych było to WTF?! Co to ma być za gówniane zakończenie? Tak to kończą? Co za bezsens!, dla mnie było to WTF?! No, no, ciekaw jestem, co to oznacza.
Polecam przeczytać jeszcze opinię neva i Andy'ego, mają nieco odmienne zdanie :). |
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||