Wpisy z tagiem: James Horner

czwartek, 11 lutego 2010
Oscarowe nominacje

Nieco opóźnione (ale w końcu ponoć lepiej tak niż wcale) podsumowanie tegorocznych nominacji do Oscarów. Rozdanie następi za niecały miesiąc, 7 marca, co daje nam jeszcze trochę czasu do nadrobienia do tej pory nieobejrzanych produkcji. Jednak jako że widziałem już z tego sporo, to pozwolę sobie zrobić typowanie już teraz.

Zanim jeszcze jednak przejdę do sedna to powiem, że tegoroczna gala zapowiada sie dużo ciekawiej niż ostatnia. Są w końcu jakieś ciekawe filmy, jest nawet parę takich, którym gorąco kibicuję, w przeciwieństwie do hitu z zeszłego roku, jakim okazał się Slumdog Millionaire. Może i to film niezły, ale żeby go od razu nagradzać Oscarem? Choć w sumie konkurecja była równie biedna jak i on sam. No i poza tym zamiast Hugh Jackmana w roli prowadzącego zobaczymy Steve'a Martina (którego wcześniejsze monologii były co najmniej bardzo dobre) i Aleca Baldwina (30 Rock nie oglądam, ale mam nadzieję, że nie dostał tylu Emmy za piękne oczy...).

Pominę parę kategorii, bo a) nie interesują mnie, b) nie znam się na nich, bądź c) jedno i drugie.

Krótkometrażowy film dokumentalny. Nominacje: China’s Unnatural Disaster: The Tears of Sichuan Province, The Last Campaign of Governor Booth Gardner, The Last Truck: Closing of a GM Plant, Music by Prudence, Rabbit a'la Berlin

Zwycięzca? Królik po berlińsku oczywiście. Nie żebym widział jakikolwiek inny z tej listy, no ale w końcu trzeba być patriotą, nie? Szkoda jednak, że Rewers nie dostał nominacji - moim zdaniem lepszy od Królika.

Długometrażowy film animowany. Nominacje: Coraline, Fantastic Mr. Fox, The Princess and the Frog, The Secret of Kells, Up

Zwycięzca? Up. Jedyny z tego co oglądałem, więc mogę być nieco nieobiektywny, ale biorąc pod uwagę opinie w internecie, wydaje się być pewniakiem.

Efekty specjalne. Nominacje: Avatar, District 9, Star Trek

Jeśli Avatar ma zdobyć jakąś statuetkę to właśnie w tej najbardziej na to zasługuje. District 9 jak na taki mały budżet (30 mln $) wygląda całkiem, całkiem, a Star Trek mógłby śmiało zwyciężyć w każdym roku, tylko nie w tym, nie wtedy kiedy konkuruje z dziełem Camerona.

Montaż dźwięku. Nominacje: Avatar, The Hurt Locker, Inglourious Basterds, Star Trek, Up

Zwycięzca? Avatar, chyba. Nie znam się na tym, szczerze mówiąc, ale mam nadzieję, że wygra film o niebieskich człekopodobnych stworzeniach.

Dźwięk. Nominacje: Avatar, The Hurt Locker, Inglourious Basterds, Star Trek, Up

Zwycięzca? Avatar, jak wyżej. Jestem ciekaw, czy ludzie z Akademii potrafią odróżnić te kategorie, bo nawet nominacje są takie same :).

Piosenka. "Almost There" z The Princess and the Frog, "Down in New Orleans" z The Princess and the Frog, "Loin de Paname" z Paris 36, "Take It All" z Nine, "The Weary Kind" z Crazy Heart

Zwycięzca? "Take It All" z Nine. Jak bardzo lubię twórczość Randy'ego Newmana tak niestety Księżniczka i żaba to produkt raczej średni, zaś Dziewięć... ach, no to po prostu trzeba zobaczyć - świetna piosenka. Zaskoczył mnie brak nominacja dla Leony Lewis za "I See You" z Avatara. Nie żeby zasługiwała ona na wygraną, ale jest i tak lepsza od większości utworów z tej listy.

Najlepsza charakteryzacja. Nominacje: Il Divo, Star Trek, The Young Victoria

Zwycięzca? Star Trek. Reszty nie oglądałem, a Spock wyglądał całkiem nieźle, więc niech się trekkies cieszą.

Montaż. Nominacje: Avatar, District 9, The Hurt Locker, Inglourious Basterds, Precious

Zwycięzca? Avatar. Cameron za swoje wynalazki coś musi dostać, nie ukrywajmy.

Kostiumy. Nominacje: Bright Star, Coco before Chanel, The Imaginarium of Doctor Parnassus, Nine, The Young Victoria

Zwycięzca? Trudno powiedzieć. Dziwi mnie brak nominacji dla Sherlocka Holmesa, tamtejsze kreacje bardzo mi się podobały. Parnassus to film co najwyżej średni, podobnie jak jego kostiumy i choć Penélope Cruz w Nine zapierała dech w piersiach w swoim gorsecie stawiam na Coco before Chanel.

Scenografia i dekoracja wnętrz. Nominacje: Avatar, The Imaginarium of Doctor Parnassus
Nine, Sherlock Holmes, The Young Victoria

Zwycięzca? Sherlock Holmes. Skoro nie za kostiumy to chociaż za scenografię :). Avatar to nie wiem za co dostał tę nominację, przecież i tak tam wszystko komputerowo wygenerowali, a to nie za to ta nagroda powinna być...

Muzyka. Nominacje: Avatar, Fantastic Mr. Fox, The Hurt Locker, Sherlock Holmes, Up

Zwycięzca? Up prawdopodobnie. Horner przy Avatarze się nie wykazał tzn. muzyka idealnie pasuje do filmu i buduje w nim klimat, jednak nie pozostaje w pamięci, a przecież dobry soundtrack, oscarowy soundtrack powinien. Osobiście najbardziej podoba mi się to, co zrobił Hans Zimmer w Sherlocku, jednak zapewne nie dostanie on statuetki. Wszyscy uważają, że oryginalność jego dzieła jest przereklamowana... Może i mają rację, ale i tak niemiecki kompozytor wykazał się bardziej, niż choćby Giacchino w Odlocie...

Zdjęcia. Nominacje: Avatar, Harry Potter and the Half-Blood Prince, The Hurt Locker, Inglourious Basterds, The White Ribbon

Zwycięzca? I tu trudno mi się zdecydować. Waham się pomiędzy Avatarem a Bękartami wojny, oba filmy całkiem nieźle się spisały w tym aspekcie, niech eksperci zatem zdecydują. A tak w ogóle to kto nominował Harry'ego Pottera?! Zgroza normalnie.

Aktorka drugoplanowa. Nominacje: Penélope Cruz za Nine, Vera Farmiga za Up in the Air, Maggie Gyllenhaal za Crazy Heart, Anna Kendrick za Up in the Air, Mo’Nique za Precious

Zwycięzca, a raczej zwyciężczyni? Absolutna gwiazda Nine, czyli Penélope Cruz. Oczywiście jestem zaślepiony swoim uwielbieniem dla tej aktorki, więc statuetka może pójść do kogoś innego, jak np. Mo'Nique.

Aktor drugoplanowy. Nominacje: Matt Damon za Invictus, Woody Harrelson za The Messenger, Christopher Plummer za The Last Station, Stanley Tucci za The Lovely Bones, Christoph Waltz za Inglourious Basterds

Zwycięzca? Chris Waltz wydaje się być pewniakiem. Jedynym rywalem może być Matt Damon, ale on chyba nie zachwycił publiczności, jak ten pierwszy. Poza tym Bękarty muszą zdobyć kilka statuetek, takie są zasady.

Aktorka pierwszoplanowa. Nominacje: Sandra Bullock za The Blind Side, Helen Mirren za The Last Station, Carey Mulligan za An Education, Gabourey Sidibe za Precious, Meryl Streep za Julie & Julia

Zwyciężczyni? Meryl już swoje dostała, Helen jakoś mi się nie widzi, Sandra i Carey niczym się nie wykazały, co zostawia nam... Gabourey Sidibe. Matematyka nie kłamie.

Aktor pierwszoplanowy. Nominacje: Jeff Bridges za Crazy Heart, George Clooney za Up in the Air, Colin Firth in za A Single Man, Morgan Freeman za Invictus, Jeremy Renner za The Hurt Locker

Zwycięzca? Prawdpodobnie weteran Clooney. Nie powiem, całkiem nieźle mu poszło w W chmurach, jednak gdyby to ode mnie zależało to dałbym statuetkę Morganowi Freemanowi. I tak na marginesie - okradli tutaj Roberta Downey Juniora! Może niekoniecznie musiałby wygrać, ale na nominację jak najbardziej zasłużył.

Reżyseria. Nominacje: Avatar, The Hurt Locker, Inglorious Basterds, Precious, Up in the Air

Zwycięzca? Może być tylko jeden - pan James Cameron. Można lubić Avatara lub nie, jednak jego artyzm jest niezaprzeczalny. Będę naprawdę zdziwiony, gdyby stało się inaczej.

Scenariusz adaptowany. Nominacje: District 9, An Education, In the Loop, Precious, Up in the Air

Zwycięzca? Dystrykt odpada z miejsca, nominacji totalnie nie rozumiem. Wydaje mi się, że statuetka powędruje do ekipy z W chmurach. To film kręcony idealnie pod Oscary właściwie.

Scenariusz oryginalny. Nominacje: The Hurt Locker, Inglourious Basterds, The Messenger, A Serious Man, Up

Zwycięzca? Pan Quentin Tarantino, nie mam żadnych wątpliwości. Odwalił przy Bękartach kawał dobrej roboty, a dodatkowo nie ma praktycznie żadnej poważnej konkurencji.

Najlepszy film. Nominacje: Avatar, The Blind Side, District 9, An Education, The Hurt Locker, Inglourious Basterds, Precious, A Serious Man, Up, Up in the Air

W tym roku aż 10 nominowanych produkcji w tej kategorii. Uważano widocznie, że zbyt wiele filmów zostawało pokrzywdzonych brakiem szans na wygraną. Hmmm, pomysł według mnie chybiony, bo i tak od razu można odrzucić piątkę, która na bank nie zdobędzie statuetki - District 9, The Blind Side, An Education, A Serious Man i Up. I tak mając tradycyjnie 5 filmów do wyboru można dalej eliminować - The Hurt Locker jak zapewne zauważyliście wg mnie będzie największym oscarowym przegrańcem i mimo 9 nominacji ekipa wróci bez żadnej statuetki. Jest to film dobry, ale niestety są lepsze. Precious jest cholernie nudny, jednak ma szanse, bo Akademia już nie raz nagradzała takie produkcje... Zatem pozostaje nam już tylko trójka - W chmurach, Bękarty wojny i Avatar. Każdy na to zasługuje, każdy jest filmem piekielnie dobrym, jednak życzę zwycięstwa Avatarowi. Może i jestem jak małe dziecko i lubię takie bajeczki, no cóż. Pandora wciągnęła mnie na całego.

Pozostaje nam tylko czekać do marca i dowiedzieć się, że połowę moich typów szlag trafił :).

poniedziałek, 18 stycznia 2010
"Avatar" oglobiony

Złote Globy rozdane, zaskoczeń nie było, wygrali ci, których przewidywałem (choć niekoniecznie chciałem, żeby wygrali.

Avatar zdobył 2 statuetki - za najlepszy film i najlepszego reżysera. Cameron powinien być zadowolony. Muzyka Hornera okazała się być za słaba, no cóż, niech im będzie... szkoda jednak, że Polakowi tego Globu nie dali.

Robert Downey Jr. również ze Złotym Globem, co mnie bardzo cieszy, bo jego kreacja Sherlocka Holmesa była bardzo udana i liczę, że dostanie jeszcze za tę rolę Oscara.

Co do telewizyjnych produkcji - Mad Men najlepszym serialem podobnie jak na ostatniej gali Emmy. Nie oglądam, więc się nie wypowiadam. Liczyłem, że wygra Dexter, ale przynajmniej Michael C. Hall i John Lithgow zgarnęli po statuetce. Choć z wygranej tego drugiego mniej się cieszę, bo pokonał Neila Patricka Harrisa, czyli kochanego Barneya z How I Met Your Mother. Może następnym razem, Neil.

niedziela, 17 stycznia 2010
67. Złote Globy

Nie są to Oscary, więc nie chce mi się robić jakichś większych przewidywań, ale dzięki tej ceremonii poznamy sposób myślenia amerykańskich mędrców świata showbiznesu, co oznacza że nieco łatwiej zgadnąć, kto dostanie Nagrodę Akademii Filmowej.

Przede wszystkim na tegorocznych Złotych Globach mamy polski akcent - nominację otrzymał kompozytor Abel Korzeniowski za oprawę dźwiękową do filmu A Single Man. Nie oglądałem tego, nie słuchałem, przyznaję się bez bicia, ale i tak życzę mu wygranej, w końcu rodak, nie? Zwłaszcza, że poza Jamesem Hornerem od Avatara nie ma większej konkurencji.

A skoro już przy Avatarze jesteśmy. Nominowany jest w czterech kategoriach - Najlepszy film, Najlepszy reżyser, Najlepszy piosenka, Najlepsza muzyka. Wg mnie we wszystkich bije na głowę przeciwników. No może Inglorious Bastards może się z nim równać, biorąc pod uwagę, że te wszystkie akademie mają nieco dziwny sposób wybierania zwycięzców. "I See You" Leony Lewis może nie jest hitem na miarę ballady z Titanica, ale cóż zrobić, skoro mi się podoba? Ja też mam dziwny gust ;).

Poza tym jeszcze liczę, że Invictus coś zgarnie, najlepiej za kreacje aktorskie, które były wyjątkowo udane trzeba przyznać.

Od strony serialowej zaś... Jako serial dramatyczny powinien wygrać Dexter po niesamowitym tegorocznym sezonie, zresztą Michaelowi C. Hallowi też się należy statuetka. Hugh Laurie już zgarnął Globa z tego co pamiętam, wystarczy mu. No i Neil Patrick Harris z HIMYM jest nominowany. Z całego serca życzę mu, żeby wygrał, ale zapewne tak się nie stanie. Przy Emmy też co roku go pomijają...

poniedziałek, 28 grudnia 2009
"Avatar"

Nie jesteśmy już w Kansas ­– słynnym cytatem z The Wizard of Oz (który notabene został użyty w filmie) można podsumować Avatara. To już nie jest to samo. To nie to kino co wcześniej. James Cameron w swojej najnowszej produkcji wyznacza nowe standardy, które można nazwać prawdziwą rewolucją w technice kinematografii.


Mamy rok 2154, a ludzkość stała się rasą bardzo zaawansowaną pod względem technologicznym. Podróże międzyplanetarne i międzygalaktyczne nie są już żadnym problemem, dzięki czemu ruszamy na ekspansję kosmosu. Na Pandorze, księżycu bliżej nieznanej nam planety w odległym układzie, odnaleziono bardzo cenny minerał. Ziemia decyduje się na wysłanie ekipy ludzi, których zadaniem jest zdobycie jak największej ilości tego surowca. Nie jest to jednak takie proste, gdyż planeta zamieszkana jest przez Na’vi, człekopodobną rasę, chroniącą naturę za wszelką cenę, sprzeciwiając się tym samym Ludziom Nieba, jak nazywani są Ziemianie. Aby bliżej poznać tubylców stworzone zostają tzw. Avatary, ciała Na’vi, do których można „wgrać” ludzką świadomość.

I o te Avatary właśnie się rozchodzi. Główny bohater, kapral Jake Sully, po utracie władzy w nogach, zostaje sprowadzony na Pandorę, aby pokierować Avatarem swojego brata, który zginął w nieznanych nam okolicznościach. Zostaje on wysłany na misję, żeby infiltrować wrogą rasę Na’vi.

Fabuła może wydawać się niezbyt oryginalna - wszystko to już gdzieś było, jednak dzięki swojej iście mistrzowskiej technice reżyserskiej Cameron nie daje nam tego odczuć. Budżet do nakręcenia produkcji, jaki dostał od studia Fox oscyluje w granicach 237 mln dolarów, a wg niektórych źródeł  nawet więcej, bo ok. 300 mln. To widać na ekranie. Mało powiedziane, ma się wrażenie, że ten film kosztował 4 razy tyle!

Efekty specjalne stanowią większość Avatara, co zresztą przyznaje sam reżyser. Jednak tu jak zwykle nie chodzi o ilość, a o jakość. A ta jest niesamowita. Avatar, po Star Wars w 1977 i The Matrix w 1999 jest kolejnym krokiem milowym w historii kina. To, co widzimy na ekranie jest nie do opisania. Ostatnio w internecie przy okazji recenzji, czy opinii na temat takich filmów jak Transformers i 2012 wielokrotnie widziałem zdania typu „to po prostu trzeba zobaczyć w kinie”, „w telewizji, na DVD to nie będzie to samo”. Cóż, dość powiedzieć, że tamte filmy Avatarowi nie dorastają do pięt. Na dzieło Camerona obowiązkowo trzeba wybrać się do kina, i to najlepiej nie byle jakiego - IMAX jest w tym wypadku preferowany! Tylko dzięki temu olbrzymiemu ekranowi będziemy w stanie docenić kunszt Avatara!

Pandora to planeta z pozoru podoba do Ziemi. Spotkamy tu również masę cudownej fauny oraz przepięknej flory. Świat przedstawiony w filmie jest wprost genialny i jeśli nie dostanie on Oskara za efekty specjalny to będzie to chyba największą porażką Akademii Filmowej w historii. Na Pandorze wszystko żyje, wszystko się rusza, wszystko… jest realistyczne. Surrealistyczna wizja reżysera przemawia do widza w sposób niespotykany, niemalże przenosi nas do świata filmu. Wielokrotnie podczas seansu miałem ochotę zatrzymać obraz, żeby móc obejrzeć wszystko, co wyczarowali twórcy filmu. Robaki, muchy, kurz, dym… Cameron jak przystało na perfekcjonistę zadbał nawet o najdrobniejsze szczegóły. Jak sam powiedział „technologia musiała się rozwinąć”, aby mógł zrealizować swoją wizję, przez scenariusz przeleżał 10 lat, zanim rozpoczęto produkcję.

Równie dobrzy wykreowani jak przyroda została rasa Na’vi. Niebieskoskórzy humanoidzi są olśniewający. Ich mimika, gesty, sposób poruszania się, wszystko to zostało świetnie zrealizowane. Na potrzeby filmu James Cameron stworzył nawet język tubylców (który bazuje na nowozelandzkim Maori oraz języku amharskim wywodzącym się z Etiopii).

Stworzenie oprawy muzycznej reżyser podobnie jak przy Titanicu zlecił swojemu przyjacielowi Jamesowi Hornerowi, a ten spisał się co najmniej dobrze. Ścieżka dźwiękowa idealnie wpasowuje się w świat przedstawiony w filmie i tworzy niesamowity klimat. Można co prawda zarzucić kompozytorowi brak oryginalności. Wykorzystuje on już dosyć ograne schematy, szczególnie daje się to wyczuć podczas słuchania soundtracku z filmu, kiedy nie ma się przed sobą obrazu. Nie przeszkadza to absolutnie przy odbiorze, gdyż Horner czerpie z dorobku innych artystów w sposób mistrzowski.

Jedną z rzeczy, która mnie martwiła najbardziej był dobór obsady. Wśród aktorów występujących w Avatarze nie ma praktycznie żadnego szerzej znanego aktora, który mógłby dodatkowo przyciągnąć widzów. Jest co prawda trzykrotnie nominowana do Oskara, 60-letnia Sigourney Weaver, znana z serii filmów Obcy (reżyserowanych również przez Camerona), jednak jej sława nieco już przygasła. Zatrudnienie mniej znanych aktorów było z pewnością spowodowane brakiem funduszy, zdecydowana większość budżetu poszła na efekty. I choć nie ma tu kreacji wybitnej, jakiegoś występu zapierającego dech w piersiach to tak czy inaczej gra aktorka w Avatarze jest bardzo solidna i przede wszystkim równa, każdy aktor doskonale wczuwa się w swoją rolę i trudno mu zarzucić braki w warsztacie. Niezatrudnienie gwiazd Hollywood wyszło filmowi na dobre – aktorzy grają umiejętnościami, a nie tak jak często bywa, nazwiskami.

Ostatnim aspektem, który trzeba poruszyć jest technika 3D, która została wykorzystana w filmie. Na potrzeby filmu skonstruowano bowiem nowe stereoskopowe kamery, pozwalające stworzyć efekt, jakiego jeszcze nie było. Trzeba przyznać, że udało się to twórcom znakomicie. Dzięki trójwymiarowi świat Pandory wygląda bardziej realistycznie, jest niesamowicie klimatyczny i potęguje wrażenie bycia na tamtej planecie. To już nie jest 3D przy użyciu czerwono-niebieskich okularów, w których oglądaliśmy Spy Kids. To nie jest 3D rodem z My Bloody Valentine, gdzie stosowano typowo efekciarskie chwyty, które śmieszyły publiczność. Trójwymiar w Avatarze jest wyjątkowy, misternie zrealizowany. Nie ma tu takiego jednolitego podziału na to, co jest z przodu i na to, co jest z tyłu, co było wyraźnie widoczne w wyżej wymienionych produkcjach. 3D w wykonaniu Camerona jest subtelne, nienachalne i idealnie zgrane z pozostałymi częściami filmu. Pewien amerykański krytyk na temat techniki użytej w Avatarze powiedział „Święty Graal techniki 3D w końcu nadszedł”.

Mimo dwóch godzin i 40 minut trwania produkcja nie pozwala nam się nudzić, scenariusz jest dopracowany, nie ma w nim jakichś błędów, czy uproszczeń na miarę choćby ostatniego 2012, gdzie absurd goni kolejna głupota. Mimo lekko przewidywalnej fabuły film powinien spodobać się wszystkim, i starszym, i młodszym, zresztą doskonale widać to po wynikach, jakie notuje w samych kinach. W ciągu zaledwie dwóch tygodni od premiery Avatar zarobił ponad 600 mln i nie zanosi się, żeby na tym się skończyło. Jeśli jakiś film ma kiedykolwiek pobić rekord Titanica to jest to właśnie Avatar.

James Cameron stworzył film przełomowy, bez dwóch zdań. Świat w nim przedstawiony jest magiczny, pochłania nas niemal natychmiast, przez co zupełnie zapomnimy o naszej szarej rzeczywistości. Porządna gra aktorska, trójwymiarowe efekty i muzyka Hornera dostarczą nam niezapomnianych wrażeń. Ja bawiłem się na nim genialnie i bez wątpienia zawitam do kina jeszcze raz.

polecane
supernatural
avalonscripts
smallville
supernatural
supernatural