Wpisy z tagiem: Hans Zimmer

wtorek, 09 marca 2010
Co dobrego na tegorocznej gali

Oscary to bez wątpienia największe wydarzenie w dziedziny kultury i rozrywki w ciągu roku. Tony, Emmy, czy też Grammy, owszem również są warte obejrzenie i zainteresowania się, jednak to właśnie Nagrody Akademii Filmowej wyznaczają nowe standardy. A przynajmniej tak mówi teoria. W praktyce ostatnia ceremonia była wyjątkowo nudna i poza tzw. opening number, nie było w niej nic ciekawego. Hugh Jackman w roli prowadzącego się nie sprawdził, więc wrócono do poprzedniej zasady, czyli zatrudnianie jako hosta słynnego komika.

I tak 82-gie Oscary wylądował ze Stevem Martinem i Alekiem Baldwinem na podstawie. Ten pierwszy to już weteran, zarówno jeśli chodzi o prowadzenie ceremonii (do tej pory dwukrotnie), drugi to debiutant i choć nie do końca można uznać za komika, to jest on bardzo dobrze znany ze swojej roli w serialu 30 Rock, za którą zresztą zebrał kilka nagród Emmy.

Tegoroczne rozdanie statuetek rozpoczęła prezentacja aktorów. Nie żebym ich nie lubił, czy coś, ale po co marnować cenny czas (przecież zawsze się pogania tych, którzy dziękują...), skoro i tak w trakcie całej uroczystości jeszcze nie raz zostaną pokazani przez operatorów, wspomniani przez prowadzących, czy w końcu przedstawieni przez prezenterów, którzy będą wręczać nagrodę w ich kategorii.

Całe szczęście nudę przegania niespodziewanie Neil Patrick Harris (słynny Doogie Howser, bądź też może nieco mniej znany, Barney z How I Met Your Mother), znakomicie wykonując numer początkowy. Ma chłopak umiejętności, trzeba to przyznać. Następnie przychodzi czas na mowę, czyli coś, co jest dla nas, widzów, chyba najbardziej ciekawe, jeśli chodzi o całą oscarową otoczkę. Tutaj Martin i Baldwin nie zawodzą, ale ich występ do genialnych nie należał. Ot, standard. Kilka żartów na temat nominowanych aktorów, czy też filmów to nie tego, czego się spodziewałem, tym bardziej że poprzednie przemówienia Steve’a były doprawdy wyborne. Całe to ich show wydało mi się nieco schematyczne, jeden rzuca nazwiskiem, drugi rzuca mniej lub bardziej śmiesznym żartem. Oczywiście bije to na głowę Hugh Jackmana z zeszłego roku, co jednak wielkim wyczynem nie jest.

Sama ceremonia przebiegała bez żadnych wodotrysków, nie było jakiejś ciekawej mowy dziękczynnej, przeważało tradycyjne wymienianie nazwisk. Trzeba było, Akademio, wybrać Avatara to przynajmniej James Cameron by coś w języku niebieskich stworów Na’vi powiedział.

Zdziwiło mnie także całkowicie pominięcie katastrofy na Haiti. Zwykle Clooney wychodził na środek i zbierał datki, czy coś w tym stylu. Nie żeby mi tego specjalnie brakowało, ale czyżby Amerykanie zgubili gdzieś swój patriotyzm? No chyba że George miał już mowę zaplanowaną, tyle że nie dano mu statuetki i tym samym okazji do jej wygłoszenia.

Jasnych punktów było jeszcze kilka. Niezły numer miał Ben Stiller ucharakteryzowany na avatarowskich Na’vi. Świetnie sparodiował technologię tej produkcji, podobnie jak to uczynił kilka lat temu przebierając się w strój zielonego Golluma (tak jak on był widziany na planie) z Władcy Pierścieni i udając, że jest niewidzialny. Na uwagę zasługuje również tribute do horrorów, czyli specjalnie przygotowany klip oddający cześć tym produkcjom. Na marginesie dodam, że przedstawiali go Lauter i Stewart, parka znana z drugiej części Zmierzchu, choć nie mam zielonego pojęcia, co oni mają wspólnego z horrorami. I oświeci mnie ktoś, czemu panna Stewart trzęsła się jak na odwyku, kiedy była na scenie?!

Ostatnią rzeczą wartą wspomnienia była kategoria Najlepsza muzyka skomponowana na potrzeby produkcji. Połączenia nowoczesnego tańca z dziełami takich kompozytorów, jak Horner, Zimmer, czy Giacchino wypadło znakomicie. Sam pomysł jest już w ogóle świetny i nowatorski, o co trudno już, a wykonanie stało na najwyższym poziomie. Nawiasem mówiąc podziwiam tych ludzi, którym udało się zatańczyć do motywu z Sherlocka Holmesa Hansa Zimmera, bo jest on wybitnie mało rytmiczny.

Tak więc czekamy teraz na kolejne rozdanie Oscarów i kolejną zwyżkę w poziomie artystycznym.

czwartek, 11 lutego 2010
Oscarowe nominacje

Nieco opóźnione (ale w końcu ponoć lepiej tak niż wcale) podsumowanie tegorocznych nominacji do Oscarów. Rozdanie następi za niecały miesiąc, 7 marca, co daje nam jeszcze trochę czasu do nadrobienia do tej pory nieobejrzanych produkcji. Jednak jako że widziałem już z tego sporo, to pozwolę sobie zrobić typowanie już teraz.

Zanim jeszcze jednak przejdę do sedna to powiem, że tegoroczna gala zapowiada sie dużo ciekawiej niż ostatnia. Są w końcu jakieś ciekawe filmy, jest nawet parę takich, którym gorąco kibicuję, w przeciwieństwie do hitu z zeszłego roku, jakim okazał się Slumdog Millionaire. Może i to film niezły, ale żeby go od razu nagradzać Oscarem? Choć w sumie konkurecja była równie biedna jak i on sam. No i poza tym zamiast Hugh Jackmana w roli prowadzącego zobaczymy Steve'a Martina (którego wcześniejsze monologii były co najmniej bardzo dobre) i Aleca Baldwina (30 Rock nie oglądam, ale mam nadzieję, że nie dostał tylu Emmy za piękne oczy...).

Pominę parę kategorii, bo a) nie interesują mnie, b) nie znam się na nich, bądź c) jedno i drugie.

Krótkometrażowy film dokumentalny. Nominacje: China’s Unnatural Disaster: The Tears of Sichuan Province, The Last Campaign of Governor Booth Gardner, The Last Truck: Closing of a GM Plant, Music by Prudence, Rabbit a'la Berlin

Zwycięzca? Królik po berlińsku oczywiście. Nie żebym widział jakikolwiek inny z tej listy, no ale w końcu trzeba być patriotą, nie? Szkoda jednak, że Rewers nie dostał nominacji - moim zdaniem lepszy od Królika.

Długometrażowy film animowany. Nominacje: Coraline, Fantastic Mr. Fox, The Princess and the Frog, The Secret of Kells, Up

Zwycięzca? Up. Jedyny z tego co oglądałem, więc mogę być nieco nieobiektywny, ale biorąc pod uwagę opinie w internecie, wydaje się być pewniakiem.

Efekty specjalne. Nominacje: Avatar, District 9, Star Trek

Jeśli Avatar ma zdobyć jakąś statuetkę to właśnie w tej najbardziej na to zasługuje. District 9 jak na taki mały budżet (30 mln $) wygląda całkiem, całkiem, a Star Trek mógłby śmiało zwyciężyć w każdym roku, tylko nie w tym, nie wtedy kiedy konkuruje z dziełem Camerona.

Montaż dźwięku. Nominacje: Avatar, The Hurt Locker, Inglourious Basterds, Star Trek, Up

Zwycięzca? Avatar, chyba. Nie znam się na tym, szczerze mówiąc, ale mam nadzieję, że wygra film o niebieskich człekopodobnych stworzeniach.

Dźwięk. Nominacje: Avatar, The Hurt Locker, Inglourious Basterds, Star Trek, Up

Zwycięzca? Avatar, jak wyżej. Jestem ciekaw, czy ludzie z Akademii potrafią odróżnić te kategorie, bo nawet nominacje są takie same :).

Piosenka. "Almost There" z The Princess and the Frog, "Down in New Orleans" z The Princess and the Frog, "Loin de Paname" z Paris 36, "Take It All" z Nine, "The Weary Kind" z Crazy Heart

Zwycięzca? "Take It All" z Nine. Jak bardzo lubię twórczość Randy'ego Newmana tak niestety Księżniczka i żaba to produkt raczej średni, zaś Dziewięć... ach, no to po prostu trzeba zobaczyć - świetna piosenka. Zaskoczył mnie brak nominacja dla Leony Lewis za "I See You" z Avatara. Nie żeby zasługiwała ona na wygraną, ale jest i tak lepsza od większości utworów z tej listy.

Najlepsza charakteryzacja. Nominacje: Il Divo, Star Trek, The Young Victoria

Zwycięzca? Star Trek. Reszty nie oglądałem, a Spock wyglądał całkiem nieźle, więc niech się trekkies cieszą.

Montaż. Nominacje: Avatar, District 9, The Hurt Locker, Inglourious Basterds, Precious

Zwycięzca? Avatar. Cameron za swoje wynalazki coś musi dostać, nie ukrywajmy.

Kostiumy. Nominacje: Bright Star, Coco before Chanel, The Imaginarium of Doctor Parnassus, Nine, The Young Victoria

Zwycięzca? Trudno powiedzieć. Dziwi mnie brak nominacji dla Sherlocka Holmesa, tamtejsze kreacje bardzo mi się podobały. Parnassus to film co najwyżej średni, podobnie jak jego kostiumy i choć Penélope Cruz w Nine zapierała dech w piersiach w swoim gorsecie stawiam na Coco before Chanel.

Scenografia i dekoracja wnętrz. Nominacje: Avatar, The Imaginarium of Doctor Parnassus
Nine, Sherlock Holmes, The Young Victoria

Zwycięzca? Sherlock Holmes. Skoro nie za kostiumy to chociaż za scenografię :). Avatar to nie wiem za co dostał tę nominację, przecież i tak tam wszystko komputerowo wygenerowali, a to nie za to ta nagroda powinna być...

Muzyka. Nominacje: Avatar, Fantastic Mr. Fox, The Hurt Locker, Sherlock Holmes, Up

Zwycięzca? Up prawdopodobnie. Horner przy Avatarze się nie wykazał tzn. muzyka idealnie pasuje do filmu i buduje w nim klimat, jednak nie pozostaje w pamięci, a przecież dobry soundtrack, oscarowy soundtrack powinien. Osobiście najbardziej podoba mi się to, co zrobił Hans Zimmer w Sherlocku, jednak zapewne nie dostanie on statuetki. Wszyscy uważają, że oryginalność jego dzieła jest przereklamowana... Może i mają rację, ale i tak niemiecki kompozytor wykazał się bardziej, niż choćby Giacchino w Odlocie...

Zdjęcia. Nominacje: Avatar, Harry Potter and the Half-Blood Prince, The Hurt Locker, Inglourious Basterds, The White Ribbon

Zwycięzca? I tu trudno mi się zdecydować. Waham się pomiędzy Avatarem a Bękartami wojny, oba filmy całkiem nieźle się spisały w tym aspekcie, niech eksperci zatem zdecydują. A tak w ogóle to kto nominował Harry'ego Pottera?! Zgroza normalnie.

Aktorka drugoplanowa. Nominacje: Penélope Cruz za Nine, Vera Farmiga za Up in the Air, Maggie Gyllenhaal za Crazy Heart, Anna Kendrick za Up in the Air, Mo’Nique za Precious

Zwycięzca, a raczej zwyciężczyni? Absolutna gwiazda Nine, czyli Penélope Cruz. Oczywiście jestem zaślepiony swoim uwielbieniem dla tej aktorki, więc statuetka może pójść do kogoś innego, jak np. Mo'Nique.

Aktor drugoplanowy. Nominacje: Matt Damon za Invictus, Woody Harrelson za The Messenger, Christopher Plummer za The Last Station, Stanley Tucci za The Lovely Bones, Christoph Waltz za Inglourious Basterds

Zwycięzca? Chris Waltz wydaje się być pewniakiem. Jedynym rywalem może być Matt Damon, ale on chyba nie zachwycił publiczności, jak ten pierwszy. Poza tym Bękarty muszą zdobyć kilka statuetek, takie są zasady.

Aktorka pierwszoplanowa. Nominacje: Sandra Bullock za The Blind Side, Helen Mirren za The Last Station, Carey Mulligan za An Education, Gabourey Sidibe za Precious, Meryl Streep za Julie & Julia

Zwyciężczyni? Meryl już swoje dostała, Helen jakoś mi się nie widzi, Sandra i Carey niczym się nie wykazały, co zostawia nam... Gabourey Sidibe. Matematyka nie kłamie.

Aktor pierwszoplanowy. Nominacje: Jeff Bridges za Crazy Heart, George Clooney za Up in the Air, Colin Firth in za A Single Man, Morgan Freeman za Invictus, Jeremy Renner za The Hurt Locker

Zwycięzca? Prawdpodobnie weteran Clooney. Nie powiem, całkiem nieźle mu poszło w W chmurach, jednak gdyby to ode mnie zależało to dałbym statuetkę Morganowi Freemanowi. I tak na marginesie - okradli tutaj Roberta Downey Juniora! Może niekoniecznie musiałby wygrać, ale na nominację jak najbardziej zasłużył.

Reżyseria. Nominacje: Avatar, The Hurt Locker, Inglorious Basterds, Precious, Up in the Air

Zwycięzca? Może być tylko jeden - pan James Cameron. Można lubić Avatara lub nie, jednak jego artyzm jest niezaprzeczalny. Będę naprawdę zdziwiony, gdyby stało się inaczej.

Scenariusz adaptowany. Nominacje: District 9, An Education, In the Loop, Precious, Up in the Air

Zwycięzca? Dystrykt odpada z miejsca, nominacji totalnie nie rozumiem. Wydaje mi się, że statuetka powędruje do ekipy z W chmurach. To film kręcony idealnie pod Oscary właściwie.

Scenariusz oryginalny. Nominacje: The Hurt Locker, Inglourious Basterds, The Messenger, A Serious Man, Up

Zwycięzca? Pan Quentin Tarantino, nie mam żadnych wątpliwości. Odwalił przy Bękartach kawał dobrej roboty, a dodatkowo nie ma praktycznie żadnej poważnej konkurencji.

Najlepszy film. Nominacje: Avatar, The Blind Side, District 9, An Education, The Hurt Locker, Inglourious Basterds, Precious, A Serious Man, Up, Up in the Air

W tym roku aż 10 nominowanych produkcji w tej kategorii. Uważano widocznie, że zbyt wiele filmów zostawało pokrzywdzonych brakiem szans na wygraną. Hmmm, pomysł według mnie chybiony, bo i tak od razu można odrzucić piątkę, która na bank nie zdobędzie statuetki - District 9, The Blind Side, An Education, A Serious Man i Up. I tak mając tradycyjnie 5 filmów do wyboru można dalej eliminować - The Hurt Locker jak zapewne zauważyliście wg mnie będzie największym oscarowym przegrańcem i mimo 9 nominacji ekipa wróci bez żadnej statuetki. Jest to film dobry, ale niestety są lepsze. Precious jest cholernie nudny, jednak ma szanse, bo Akademia już nie raz nagradzała takie produkcje... Zatem pozostaje nam już tylko trójka - W chmurach, Bękarty wojny i Avatar. Każdy na to zasługuje, każdy jest filmem piekielnie dobrym, jednak życzę zwycięstwa Avatarowi. Może i jestem jak małe dziecko i lubię takie bajeczki, no cóż. Pandora wciągnęła mnie na całego.

Pozostaje nam tylko czekać do marca i dowiedzieć się, że połowę moich typów szlag trafił :).

sobota, 02 stycznia 2010
"Sherlock Holmes"

Sherlock Holmes, legendarny detektyw, to rekordzista Guinnessa pod względem ilości odtwarzających go aktorów. W ponad 200 produkcjach było ich aż 75. Jak jednak prezentuje się najnowszy film Guya Ritchiego na tle tych wszystkich adaptacji powieści o brytyjskim detektywie?

Nowy Sherlock Holmes to film dosyć luźno bazujący na twórczości Arthura Conana Doyle'a. Historia nie pochodzi z żadnej książek bądź opowiadań pisarza, wykorzystane zostały jedynie stworzone przez niego postacie. Detektyw wraz ze swoim pomocnikiem, dr. Watsonem, są na tropie mordercy, który zabił już 5 kobiet i co gorsza, wydaje się mieć nadprzyrodzone moce, a przecież jak dobrze wiadomo stary Sherlock nie wierzy w takie rzeczy jak magia. Odkrycie prawdy będzie wiązać się ze zdemaskowaniem spisku, który może dokonać przewrotu we władzy angielskiej. Mimo, że ta historia nie wyszła spod ręki Doyle'a, trzeba przyznać, że została całkiem zgrabnie wymyślona i spisana. Świetnie podkreślono tutaj charakter Holmesa, człowieka opierającego się na głównie na empirycznych dowodach i nauce.

Muszę przyznać, że moje odczucia co do tej produkcji zmieniały się jak w kalejdoskopie. Początkowa radość, że będzie nowa wersja Holmesa szybko zmieniła się w zaniepokojenie i zawód, kiedy okazało się, że reżyserem został Guy Ritchie. Skromny dorobek tego pana nie napawał mnie zbytnim optymizmem, myślałem już że to koniec, po Holmesie. Jedną z jego produkcji było wyjątkowo fatalne Swept Away, które "wygrało" 5 Złotych Malin i było na dodatek jeszcze do kilku nominowane, nie wspominając już, że nie zarobiło nawet miliona dolarów... Zaimponował mi jednak doborem obsady - Robert "Żelazny człowiek" Downey Jr. oraz Jude "grałem w co najmniej połowie hollywoodzkich filmów" Law to aktorzy znani i do tego całkiem nieźli (szczególnie ten pierwszy jest moim ulubieńcem). Zwiastun całkowicie mnie jednak do Ritchiego przekonał, akcja, piękny kobiety i dobry humor to jest to, co duzi chłopcy lubią najbardziej.

Robert Downey Jr. w roli detektywa spisał się bardzo dobrze. Jest ekscentryczny, przebiegły, spostrzegawczy i oczywiście nieco niechlujny. Dużym plusem jest to, że do scenariusza wpisano wszystkie osobliwe cechy i hobby Holmesa - świetne możliwości dedukcyjne, przygotowanie bokserskie, granie na skrzypcach, sarkastyczne poczucie humoru, a także skłonność do dziwnych eksperymentów, które w filmie przeprowadza na psie Watsona. Jego pomysły i cięte riposty to jedna z największych zalet Sherlocka Holmesa. Kto nie śmiał się podczas sceny "kajdankowo-łóżkowej", z żartów na temat inspektora Scotland Yardu albo po wypowiedzeniu zdania "Watsonie, coś ty narobił"? Choć filmowy Sherlock nie nosi swojej charakterystycznej czapki (zwana po angielsku deerstalkerem), a czarną fedorę to jednak z książkowego oryginału zostało sporo i całe szczęście, bo brytyjski detekyw to jeden z najciekawszych fikcyjnych bohaterów w całej literaturze.

Trafnym wyborem na Watsona okazał się być także Jude  Law. Zgrabnie ukazał mnogość talentów i umiejętności pomocnika Holmesa. Co ważne w filmie eksplorowano relacje pomiędzy dwójką bohaterów - jak się okazuje  niezłomna ciekawość Watsona sprawia, że ten nigdy nie zrezygnuje z pracy z detektywem. Niestety nie spodobało mi się to, że film został pozbawiony kilku scen z Rachel McAdams, które było widać w zwiastunie. Na pewno posiedziałbym kilku minut dłużej w kinie, żeby móc podziwiać jej wdzięki :). I chyba nie będę w tej opinii odosobniony.

O ile większość aspektów Sherlocka Holmesa stoi na poziomie dobrym lub bardzo dobrym to jednak jest coś, co wybija się ponad normę - muzyka. Skomponowana przez Hansa Zimmera ścieżka dźwiękowa jest doprawdy fantastyczna. Bardzo oryginalna (co rzadko się dziś zdarza), wpadająca w ucho (świetnie zaaranżowany główny motyw) oraz niesamowicie klimatyczna. Brzmienie rozstrojonych instrumentów smyczkowych, czy też klawiszowych tworzy fantastyczną atmosferę. Na całe szczęście muzyka nie jest pompatyczna, jak to bywa w co drugim filmie. Mam już serdecznie dość tych wszystkich fanfar i chórów... Nieważne czy to apokalipsa w 2012, czy samochodziki w Transformers, wszechobecny jest patos. Ileż można tego słuchać?!

Nie wszystko jednak jest takie piękne, jak by się mogło wam do tej pory wydawać. Zdarza się, że akcja nieco siada i film zaczyna nużyć. Niespecjalnie wypadło również to, co powinno być znakiem firmowych tej produkcji - spostrzeżenia Holmesa. Wydało mi się to sztuczne, mało realistyczne. Lepiej na przykład wychodziło to Adrianowi Monkowi granemu przez Tony'ego Shalhouba w serialu Monk, gdzie w podobny sposób sposób rozwiązuje zagadki. Tam rozwiązania są jasne, zrozumiałe dla wszystkich, po wyjaśnieniu łapiemy się za głowę i myślimy "no tak, czemu ja na to nie wpadłem!", zaś w Sherlocku Holmesie rozwiązania wydają się jakieś takie... wymuszone. Średnie są także efekty specjalne, choć to może wina tego, że niedawno temu widziałem Avatara :). Sceny z odpływającą łodzią w porcie, a także będący jeszcze w budowie Tower Bridge wyglądały sztucznie. Być może jest to wina budżetu - wynosił on tylko 80 mln dolarów, a w dzisiejszych amerykańskich superprodukcjach przeważają liczby trzycyfrowe.

Film Guya Ritchiego powinien zaskarbić sobie serca nie tylko fanów twórczości sir Arthura Conana Doyle'a, ale także tzw. niedzielnych oglądaczy, którzy cenią sobie ponad wszystko czystą rozrywkę. Sherlock Holmes nie jest jakimś arcydziełem, ale ma kilka mocnych stron, przez co nikt nie będzie żałował pieniędzy wydanych na bilet. Osobiście uważam, że kreacja Roberta Downeya Jr. w roli ekscentrycznego, ale i genialnego detektywa Sherlocka Holmesa, muzyka Hansa Zimmera, a także kostiumy definitywnie zasługują na Oskara.

polecane
supernatural
avalonscripts
smallville
supernatural
supernatural