Wpisy z tagiem: Robert Downey Jr
niedziela, 02 maja 2010
"Iron Man 2"
Sequel to zazwyczaj więcej, szybciej, lepiej niż w poprzedniej części. O ile pierwsze dwie rzeczy zwykle się sprawdzają to z tą ostatnią cechą już gorzej. Same efekty to nie wszystko, o czym przekonaliśmy się przy okazji premiery Transformers 2: Revenge of the Fallen, gdzie scenariusz wydawał się być pisany na kolanie, a humor zupełnie nie przypominał tego z jedynki. Iron Man 2 jest totalnym przeciwieństwem produkcji Michaela Baya. Świetny przykład na to jak sequel być powinien.
Akcja rozpoczyna się pół roku po wydarzeniach z pierwowzoru - Iron Monger został pokonany, a Tony Stark publicznie przyznał się do bycia Iron Manem. Teraz przyszedł czas na to by zmierzyć się również z konsekwencjami tej decyzji. Rząd Stanów Zjednoczonych żąda by milioner oddał kombinezon wojsku jako że stanowi on potencjalne niebezpieczeństwo dla kraju. Oprócz tego z odległej Rosji przyjeżdża naukowiec, który z rodziną Starków ma kilka niedokończonych (lekko mówiąc) spraw.
Fabularnie film stanowi doskonałe rozwinięcie wątków z pierwszej części. Utrzymano w miarę realistyczne podejście do tematu superbohatera. Iron Man to zwykły człowiek, z wadami charakterystycznymi dla tego gatunku – jest zuchwały, przemądrzały i zbyt pewny siebie. Ma swoje własne problemy, nie jest kimś w rodzaju Supermana, którego interesuje tylko i wyłącznie dobro innych. Tony Stark lubi sobie popić, zabawić się z kobietami oraz nie przepada za ciężką pracą. Konwencja realizmu spowodowała także wybór głównego przeciwnika Człowieka ze Stali, tfu, z Żelaza oczywiście. Nie pojawia się największy komiksowy wróg Starka – Mandaryn. Widocznie twórcy filmu uznali, że magia nie sprawdzi się za dobrze. W sumie mogli mieć rację. Zresztą zawsze pozostaje część trzecia.
W scenariuszu jakichś większych zgrzytów nie ma. Owszem można przyczepić się co do braku realizmu niektórych scen (limuzyna na torze Formuły 1) albo włączeniu wątku Howarda Starka, ojca Tony’ego, co wydawało się zagraniem a la deux ex machina, ale ogólnie nie wpływa to bardzo negatywnie na odbiór. Komiksy rządzą się przecież swoimi prawami (historia czerpie sporo z popularnej serii Demon in the Bottle). Najmocniejszą stroną jedynki był humor, dostarczany głównie przez Roberta Downeya Jr. Aktor i tym razem nie zawodzi, co chwilę rzuca sarkastycznym lub ironicznym tekstem rozbawiając widzów (i denerwując zarazem swoich rozmówców). Wydaje się, że ta rola jest wręcz stworzona dla niego. W kilku scenach można odczuć, iż Downey improwizuje, nie trzyma się scenariusza. Ba, chyba nawet po prostu jest sobą, a nie Tonym Starkiem. Nie ma to jednak znaczenia, bo obaj mają praktycznie identyczny styl bycia. Smaku dodaje także sam Jon Favreau, którego cenię od epizodycznej roli w serialu Friends. Jako ochroniarz Iron Mana wypada znakomicie, jego obecność na ekranie choć krótka daje widzowi dużo radości.
Reszta obsady również spisała się całkiem nieźle. Zarówno Gwyneth Paltrow, jak i Mickey Rourke do moich ulubieńców nie należą, jednak trudno im cokolwiek zarzucić. Stworzone przez nich kreacje może nie są niesamowite, zapadające w pamięć, ale na pewno wiarygodne, a to jest już wystarczające. Scarlett Johansson uświetniła kilka scen błyszcząc skądinąd niemałym dekoltem, a relacje w filmie pomiędzy nią a Starkiem to coś, co trzeba zobaczyć. Co jakiś czas przygrywa niezła muzyczka, godne wspomnienia szczególnie jest AC/DC, które swoim stylem idealnie wpasowuje się w klimat filmu. Dwa utwory grupy braci Young i bodajże jedna piosenka Smash Mouth to niewątpliwe plusy produkcji. Na minus za to należy zaliczyć warstwę dźwiękową skomponowaną przez Johna Debneya. Ta jest zupełnie bezpłciowa, nie wyróżnia się na tle filmu, ot, po prostu gdzieś sobie przygrywa, tyle. Djawadi w poprzedniej części jakoś specjalnie nie zabłysnął, ale i tak wypada lepiej od Debneya.
Dwieście milionów dolarów nie poszło na marne, efekty są bardzo dobre (choć może nie na miarę Avatara). Kombinezon Iron Mana wciąż prezentuje się fenomenalnie, w szczególności ten walizkowy, który było już widać w zwiastunach. Akcji w całym filmie nie brakuje, a właściwie to momentami nawet jest jej za dużo. Ucieczka Starka przed robotami trwa chyba z 15 minut, a już po piątej widz zaczyna się nudzić. Już wcześniej zdążył się przecież napatrzeć na wybuchy i latanie faceta w żółto-czerwonym stroju. Z kolei walka z głównym wrogiem to kwestia chwili - podobnie szybko padł Iron Monger w części pierwszej. Jawne oszustwo. Spokojnie można było wyciąć/skrócić poprzednie sceny i dodać nieco więcej Whiplasha (swoją drogę to imię w filmie w ogóle się nie pojawia). Nie wypada mi także wspomnieć o polskich napisach. Cóż, takie już moje zboczenie zawodowe. Ten, kto za nie odpowiada (napisy, nie zboczenie) powinien poszukać sobie innej pracy, bo do tej się niestety nie nadaje. Spartolone zostały szybkie dialogi, wymiany zdań bohaterów – aktorzy mocno się produkują (np. wspomniane już improwizacje Downeya Juniora), a na ekranie spoczywa sobie przez minutę jedna linijka. Tłumacz najwyraźniej nie potrafi skupić się na dwóch osobach na raz. Sprawę dzielenia wierszy pomijam, bo technikalia nigdy mocną stroną profesjonalnych tłumaczeń nie były. Nie wybaczę, jednak kilku totalnie bezsensownych tłumaczeń zdań czy wyrażeń. Nazwanie bird mana (człowieka lubiącego ptaki) ptasznikiem najszczęśliwszym przekładem raczej nie jest. Za to ja chętnie kupię panu tłumaczowi takiego ptasznika, jestem ciekaw co na to powie. Zero ciśnienia jako polski odpowiednik no pressure (oczywiście w sensie presji publiczności) to iście szkolny błąd, nie wymaga nawet komentarza. Uśmiałem się także przy kwestii Rhodeya zwracającego się do Starka - mówi you don’t have to do this, co zostało przełożone na… nie niszczmy się. Ja rozumiem, że do kontekstu takie zdanie pasowało, ale no ludzie, kto tak mówi? To równie realistyczne jak ci kryminaliści rzucający (głosem lektora) hasłami typu o psiakrew, co ty tutaj robisz, skurczybyku.
Iron Man 2 to sequel całkowicie udany, co w sumie nie zdarza się tak często. Pod wieloma względami dorównuje swojemu poprzednikowi, może nawet go przewyższa. Sukces kasowy murowany, podobnie jak część trzecia, na którą pójdę na pewno. Favreau i Downey Jr. udowadniają, że ekranizacja komiksu może dostarczyć mnóstwa rozrywki nie tylko zapalonym geekom, ale także przeciętnemu widzowi.
środa, 17 marca 2010
Iron Man powraca!
Robert Downey Jr. ostatnimi czasy stał się moim ulubionym aktorem i nie tylko ze względu na produkcje, w których występował, choć w roli Sherlocka był co najmniej znakomity. Dobrze również prezentuje się poza dużym ekranem, a mianowicie w tzw. talk-show, gdzie zawsze zarzuci dobrym żartem, czy śmiesznym zachowaniem. To się ceni. Iron Man 2 to kontynuacja bardzo udanej adaptacji komiksu pod tym samym tytułem. W postać Tony'ego Starka, czyli Człowieka ze stali wciela się wspomniany już Robert Downey Jr, co już na samym początku nastraja znakomicie do filmu. No dobra, niektórym to nie wystarcza. Zatem dodam, że czarny charakter będzie grany przez Mickeya Rourke. Jeszcze mało? W porządku, ale... uwaga, bo mam dwie bomby. Seks-bomby właściwie. Zobaczymy Gwyneth Paltrow i Scarlett Johansson! Wątpię, żeby fanów komiksów trzeba było jeszcze zachęcać (antyfani komiksowych adaptacji i tak będą twierdzić, że to dziadostwo...), ale wytwórnia jak zwykle przygotowała zwiastun. I to nie byle jaki. Bo zwiastun Iron Man 2 jest zaiste genialny.
Już drugi tydzień nonstop słucham "Iron Man" Black Sabbath :).
czwartek, 11 lutego 2010
Oscarowe nominacje
Nieco opóźnione (ale w końcu ponoć lepiej tak niż wcale) podsumowanie tegorocznych nominacji do Oscarów. Rozdanie następi za niecały miesiąc, 7 marca, co daje nam jeszcze trochę czasu do nadrobienia do tej pory nieobejrzanych produkcji. Jednak jako że widziałem już z tego sporo, to pozwolę sobie zrobić typowanie już teraz.
Pominę parę kategorii, bo a) nie interesują mnie, b) nie znam się na nich, bądź c) jedno i drugie. Krótkometrażowy film dokumentalny. Nominacje: China’s Unnatural Disaster: The Tears of Sichuan Province, The Last Campaign of Governor Booth Gardner, The Last Truck: Closing of a GM Plant, Music by Prudence, Rabbit a'la Berlin Zwycięzca? Królik po berlińsku oczywiście. Nie żebym widział jakikolwiek inny z tej listy, no ale w końcu trzeba być patriotą, nie? Szkoda jednak, że Rewers nie dostał nominacji - moim zdaniem lepszy od Królika. Długometrażowy film animowany. Nominacje: Coraline, Fantastic Mr. Fox, The Princess and the Frog, The Secret of Kells, Up Zwycięzca? Up. Jedyny z tego co oglądałem, więc mogę być nieco nieobiektywny, ale biorąc pod uwagę opinie w internecie, wydaje się być pewniakiem. Efekty specjalne. Nominacje: Avatar, District 9, Star Trek Jeśli Avatar ma zdobyć jakąś statuetkę to właśnie w tej najbardziej na to zasługuje. District 9 jak na taki mały budżet (30 mln $) wygląda całkiem, całkiem, a Star Trek mógłby śmiało zwyciężyć w każdym roku, tylko nie w tym, nie wtedy kiedy konkuruje z dziełem Camerona. Montaż dźwięku. Nominacje: Avatar, The Hurt Locker, Inglourious Basterds, Star Trek, Up Zwycięzca? Avatar, chyba. Nie znam się na tym, szczerze mówiąc, ale mam nadzieję, że wygra film o niebieskich człekopodobnych stworzeniach. Dźwięk. Nominacje: Avatar, The Hurt Locker, Inglourious Basterds, Star Trek, Up Zwycięzca? Avatar, jak wyżej. Jestem ciekaw, czy ludzie z Akademii potrafią odróżnić te kategorie, bo nawet nominacje są takie same :). Piosenka. "Almost There" z The Princess and the Frog, "Down in New Orleans" z The Princess and the Frog, "Loin de Paname" z Paris 36, "Take It All" z Nine, "The Weary Kind" z Crazy Heart Zwycięzca? "Take It All" z Nine. Jak bardzo lubię twórczość Randy'ego Newmana tak niestety Księżniczka i żaba to produkt raczej średni, zaś Dziewięć... ach, no to po prostu trzeba zobaczyć - świetna piosenka. Zaskoczył mnie brak nominacja dla Leony Lewis za "I See You" z Avatara. Nie żeby zasługiwała ona na wygraną, ale jest i tak lepsza od większości utworów z tej listy. Najlepsza charakteryzacja. Nominacje: Il Divo, Star Trek, The Young Victoria Zwycięzca? Star Trek. Reszty nie oglądałem, a Spock wyglądał całkiem nieźle, więc niech się trekkies cieszą. Montaż. Nominacje: Avatar, District 9, The Hurt Locker, Inglourious Basterds, Precious Zwycięzca? Avatar. Cameron za swoje wynalazki coś musi dostać, nie ukrywajmy. Kostiumy. Nominacje: Bright Star, Coco before Chanel, The Imaginarium of Doctor Parnassus, Nine, The Young Victoria Zwycięzca? Trudno powiedzieć. Dziwi mnie brak nominacji dla Sherlocka Holmesa, tamtejsze kreacje bardzo mi się podobały. Parnassus to film co najwyżej średni, podobnie jak jego kostiumy i choć Penélope Cruz w Nine zapierała dech w piersiach w swoim gorsecie stawiam na Coco before Chanel. Scenografia i dekoracja wnętrz. Nominacje: Avatar, The Imaginarium of Doctor Parnassus Zwycięzca? Sherlock Holmes. Skoro nie za kostiumy to chociaż za scenografię :). Avatar to nie wiem za co dostał tę nominację, przecież i tak tam wszystko komputerowo wygenerowali, a to nie za to ta nagroda powinna być... Muzyka. Nominacje: Avatar, Fantastic Mr. Fox, The Hurt Locker, Sherlock Holmes, Up Zwycięzca? Up prawdopodobnie. Horner przy Avatarze się nie wykazał tzn. muzyka idealnie pasuje do filmu i buduje w nim klimat, jednak nie pozostaje w pamięci, a przecież dobry soundtrack, oscarowy soundtrack powinien. Osobiście najbardziej podoba mi się to, co zrobił Hans Zimmer w Sherlocku, jednak zapewne nie dostanie on statuetki. Wszyscy uważają, że oryginalność jego dzieła jest przereklamowana... Może i mają rację, ale i tak niemiecki kompozytor wykazał się bardziej, niż choćby Giacchino w Odlocie... Zdjęcia. Nominacje: Avatar, Harry Potter and the Half-Blood Prince, The Hurt Locker, Inglourious Basterds, The White Ribbon Zwycięzca? I tu trudno mi się zdecydować. Waham się pomiędzy Avatarem a Bękartami wojny, oba filmy całkiem nieźle się spisały w tym aspekcie, niech eksperci zatem zdecydują. A tak w ogóle to kto nominował Harry'ego Pottera?! Zgroza normalnie. Aktorka drugoplanowa. Nominacje: Penélope Cruz za Nine, Vera Farmiga za Up in the Air, Maggie Gyllenhaal za Crazy Heart, Anna Kendrick za Up in the Air, Mo’Nique za Precious Zwycięzca, a raczej zwyciężczyni? Absolutna gwiazda Nine, czyli Penélope Cruz. Oczywiście jestem zaślepiony swoim uwielbieniem dla tej aktorki, więc statuetka może pójść do kogoś innego, jak np. Mo'Nique. Aktor drugoplanowy. Nominacje: Matt Damon za Invictus, Woody Harrelson za The Messenger, Christopher Plummer za The Last Station, Stanley Tucci za The Lovely Bones, Christoph Waltz za Inglourious Basterds Zwycięzca? Chris Waltz wydaje się być pewniakiem. Jedynym rywalem może być Matt Damon, ale on chyba nie zachwycił publiczności, jak ten pierwszy. Poza tym Bękarty muszą zdobyć kilka statuetek, takie są zasady. Aktorka pierwszoplanowa. Nominacje: Sandra Bullock za The Blind Side, Helen Mirren za The Last Station, Carey Mulligan za An Education, Gabourey Sidibe za Precious, Meryl Streep za Julie & Julia Zwyciężczyni? Meryl już swoje dostała, Helen jakoś mi się nie widzi, Sandra i Carey niczym się nie wykazały, co zostawia nam... Gabourey Sidibe. Matematyka nie kłamie. Aktor pierwszoplanowy. Nominacje: Jeff Bridges za Crazy Heart, George Clooney za Up in the Air, Colin Firth in za A Single Man, Morgan Freeman za Invictus, Jeremy Renner za The Hurt Locker Zwycięzca? Prawdpodobnie weteran Clooney. Nie powiem, całkiem nieźle mu poszło w W chmurach, jednak gdyby to ode mnie zależało to dałbym statuetkę Morganowi Freemanowi. I tak na marginesie - okradli tutaj Roberta Downey Juniora! Może niekoniecznie musiałby wygrać, ale na nominację jak najbardziej zasłużył. Reżyseria. Nominacje: Avatar, The Hurt Locker, Inglorious Basterds, Precious, Up in the Air Zwycięzca? Może być tylko jeden - pan James Cameron. Można lubić Avatara lub nie, jednak jego artyzm jest niezaprzeczalny. Będę naprawdę zdziwiony, gdyby stało się inaczej. Scenariusz adaptowany. Nominacje: District 9, An Education, In the Loop, Precious, Up in the Air Zwycięzca? Dystrykt odpada z miejsca, nominacji totalnie nie rozumiem. Wydaje mi się, że statuetka powędruje do ekipy z W chmurach. To film kręcony idealnie pod Oscary właściwie. Scenariusz oryginalny. Nominacje: The Hurt Locker, Inglourious Basterds, The Messenger, A Serious Man, Up Zwycięzca? Pan Quentin Tarantino, nie mam żadnych wątpliwości. Odwalił przy Bękartach kawał dobrej roboty, a dodatkowo nie ma praktycznie żadnej poważnej konkurencji. Najlepszy film. Nominacje: Avatar, The Blind Side, District 9, An Education, The Hurt Locker, Inglourious Basterds, Precious, A Serious Man, Up, Up in the Air W tym roku aż 10 nominowanych produkcji w tej kategorii. Uważano widocznie, że zbyt wiele filmów zostawało pokrzywdzonych brakiem szans na wygraną. Hmmm, pomysł według mnie chybiony, bo i tak od razu można odrzucić piątkę, która na bank nie zdobędzie statuetki - District 9, The Blind Side, An Education, A Serious Man i Up. I tak mając tradycyjnie 5 filmów do wyboru można dalej eliminować - The Hurt Locker jak zapewne zauważyliście wg mnie będzie największym oscarowym przegrańcem i mimo 9 nominacji ekipa wróci bez żadnej statuetki. Jest to film dobry, ale niestety są lepsze. Precious jest cholernie nudny, jednak ma szanse, bo Akademia już nie raz nagradzała takie produkcje... Zatem pozostaje nam już tylko trójka - W chmurach, Bękarty wojny i Avatar. Każdy na to zasługuje, każdy jest filmem piekielnie dobrym, jednak życzę zwycięstwa Avatarowi. Może i jestem jak małe dziecko i lubię takie bajeczki, no cóż. Pandora wciągnęła mnie na całego. Pozostaje nam tylko czekać do marca i dowiedzieć się, że połowę moich typów szlag trafił :).
poniedziałek, 18 stycznia 2010
"Avatar" oglobiony
Złote Globy rozdane, zaskoczeń nie było, wygrali ci, których przewidywałem (choć niekoniecznie chciałem, żeby wygrali. Avatar zdobył 2 statuetki - za najlepszy film i najlepszego reżysera. Cameron powinien być zadowolony. Muzyka Hornera okazała się być za słaba, no cóż, niech im będzie... szkoda jednak, że Polakowi tego Globu nie dali. Robert Downey Jr. również ze Złotym Globem, co mnie bardzo cieszy, bo jego kreacja Sherlocka Holmesa była bardzo udana i liczę, że dostanie jeszcze za tę rolę Oscara. Co do telewizyjnych produkcji - Mad Men najlepszym serialem podobnie jak na ostatniej gali Emmy. Nie oglądam, więc się nie wypowiadam. Liczyłem, że wygra Dexter, ale przynajmniej Michael C. Hall i John Lithgow zgarnęli po statuetce. Choć z wygranej tego drugiego mniej się cieszę, bo pokonał Neila Patricka Harrisa, czyli kochanego Barneya z How I Met Your Mother. Może następnym razem, Neil.
sobota, 02 stycznia 2010
"Sherlock Holmes"
Sherlock Holmes, legendarny detektyw, to rekordzista Guinnessa pod względem ilości odtwarzających go aktorów. W ponad 200 produkcjach było ich aż 75. Jak jednak prezentuje się najnowszy film Guya Ritchiego na tle tych wszystkich adaptacji powieści o brytyjskim detektywie?
Nowy Sherlock Holmes to film dosyć luźno bazujący na twórczości Arthura Conana Doyle'a. Historia nie pochodzi z żadnej książek bądź opowiadań pisarza, wykorzystane zostały jedynie stworzone przez niego postacie. Detektyw wraz ze swoim pomocnikiem, dr. Watsonem, są na tropie mordercy, który zabił już 5 kobiet i co gorsza, wydaje się mieć nadprzyrodzone moce, a przecież jak dobrze wiadomo stary Sherlock nie wierzy w takie rzeczy jak magia. Odkrycie prawdy będzie wiązać się ze zdemaskowaniem spisku, który może dokonać przewrotu we władzy angielskiej. Mimo, że ta historia nie wyszła spod ręki Doyle'a, trzeba przyznać, że została całkiem zgrabnie wymyślona i spisana. Świetnie podkreślono tutaj charakter Holmesa, człowieka opierającego się na głównie na empirycznych dowodach i nauce.
Nie wszystko jednak jest takie piękne, jak by się mogło wam do tej pory wydawać. Zdarza się, że akcja nieco siada i film zaczyna nużyć. Niespecjalnie wypadło również to, co powinno być znakiem firmowych tej produkcji - spostrzeżenia Holmesa. Wydało mi się to sztuczne, mało realistyczne. Lepiej na przykład wychodziło to Adrianowi Monkowi granemu przez Tony'ego Shalhouba w serialu Monk, gdzie w podobny sposób sposób rozwiązuje zagadki. Tam rozwiązania są jasne, zrozumiałe dla wszystkich, po wyjaśnieniu łapiemy się za głowę i myślimy "no tak, czemu ja na to nie wpadłem!", zaś w Sherlocku Holmesie rozwiązania wydają się jakieś takie... wymuszone. Średnie są także efekty specjalne, choć to może wina tego, że niedawno temu widziałem Avatara :). Sceny z odpływającą łodzią w porcie, a także będący jeszcze w budowie Tower Bridge wyglądały sztucznie. Być może jest to wina budżetu - wynosił on tylko 80 mln dolarów, a w dzisiejszych amerykańskich superprodukcjach przeważają liczby trzycyfrowe.
|
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||