Wpisy z tagiem: Supernatural

sobota, 29 maja 2010
Po finale: „Smallville”

Ach, cóż to był za finał. Superman w Smallville, kostium w prezencie, walka z Zodem, pocałunek Kenta i Lane, znakomite efekty specjalne i w końcu Lois poznająca prawdziwą tożsamość Smugi. Dawno czegoś podobnego nie było.

Ze Smallville wiąże się mój pierwszy raz. Mój pierwszy raz z amerykańskim serialem. Jeszcze jako dziecko oglądałem go na TVN – na niektórych odcinkach nawet się bałem! Dźwięk towarzyszący zielonemu kryptonitowi ciągle wywoływał u mnie ciarki J. Patrząc z perspektywy czasu, serial miał swoje wzloty (sezony 1-4) i upadki (5-7), ale od zeszłego roku za sprawę nowych showrunnerów przeżywa swoją drugą młodość.

Może i Clark wciąż jest nieumiejącą latać ciamajdą, ale tak blisko stania się Supermanem nie był jeszcze nigdy. Dla mnie zresztą tak to powinno wyglądać. Z chwilą, kiedy założy kostium serial powinien się skończyć. Już dawno nawet tytuł przestał mieć znaczenie – nie licząc farmy Kentów, miasteczka Smallville nie widzieliśmy chyba od kilku sezonów.

Salvation zachwyca od pierwszych minut. Wizja z 2013 roku prezentowała się fantastycznie! Lois Lane (Ach, jak Erica wyglądała w tej scenie… jak ona wyglądała!), jaką znamy z komiksów – zadziorna i ambitna, do tego Perry White, w końcu prawdziwy Jimmy Olsen i niebiesko-czerwony strój w akcji… Naprawdę coś niesamowitego, ze dwa razy szczęka mi opadła. Dalej widzimy budzącego się Clarka w swojej stodole. Nawiasem mówiąc, czemu on śpi w stodole, podczas gdy dom stoi pusty? No ale mniejsza o to. Twórcy mają wszystko wybaczone za sprawą pewnego czarnego pudełka.

Początkowo myślałem, że znajdzie się tam jakiś nowy pamiętnik dr. Virgila Swanna (który pokazano w sneak peeku). Po tym jednak co wydarzyło się chwilę później (i jeszcze ta muzyka!) głośną zakląłem i chyba jeszcze trzykrotnie przewijałem odcinek do tyłu. Znakomita, choć praktycznie pozbawiona akcji - scena ta wręcz porwała mnie. Brawa dla twórców za odwagę. Było to zaskoczenie na miarę tego z Savior, kiedy to wprowadzono czarny strój Smugi i właściwie prawdziwą drugą tożsamość Clarka.

Nareszcie dostaliśmy też prawdziwą walkę. Cały sezon 8 dążył do wielkiej konfrontacji z Doomsdayem, po czym trwała ona 30 sekund i Clark wykończył go właściwie jednym ciosem. Miałem nadzieję, że albo będzie to prawdziwa bitwa, albo bardziej pokojowe załatwienie sprawy – jak to było w Supernatural. Eric Kripke wyszedł z założenia „zrób to dobrze albo nie rób tego wcale” – on ze względu na brak kasy, walki nie pokazał (co wg mnie wcale na złe nie wyszło). Twórcy Smallville jak widać na budżet nie narzekają (swoją drogą jest on chyba ze dwa razy większy niż w produkcji o przygodach Winchesterów). Pojedynek Zod vs. Kent wypadł lepiej niż dobrze.

Końcówka mocna. Oczywiście wiadomo, że Clark nie zginie… no dobra, może i zginie, już nie raz zmartwychwstawał. Ale mam nadzieję, że akurat scenarzyści po raz kolejny po motyw śmierci – za dużo tego już było. Niemniej jednak premiery 10-tego (ponoć ostatniego) sezonu już nie mogę się doczekać.

czwartek, 20 maja 2010
Po finale: "Supernatural" (2)

(i obiecywany ciąg dalszy)

Zakończenia to inna para kaloszy
Na pole bitwy wkraczają Castiel i Bobby. Nasz ulubiony aniołek prezentuje nowy sposób użycia świętego oleju, szybko jednak prowadzi go to do własnej śmierci. Ci, którzy czytali spoilery, wiedzieli, iż w odcinku zginie jedna ważna, ukochana przez fanów, postać. Ginie więc Castiel. Totalnie zbici z tropu jego nagłą i niespodziewaną śmiercią, nie zdążamy pozbierać myśli, nim ginie Bobby, kolejny ważny, jeśli nie ważniejszy bohater. Apokalipsa zbiera krwawe żniwo.

Ale to jeszcze nie koniec szokujących zwrotów akcji. Lucyfer staje oko w oko z bezradnym wobec mocy anioła Deanem. Diabeł nie daje mu taryfy ulgowej, mocno go obija. Sam myślałem, że z pomocą przyleci - chwilowo odesłany przez Casa – Michał. Staje się jednak coś, na co straciliśmy już nadzieję – Sam odzyskuje kontrolę. Mylą się wszyscy ci, którzy uważają, że dzieje się to dzięki Impali, dzięki jakiemuś żołnierzykowi. Nie. Dzieje się to przez to, co te rzeczy reprezentują – miłość. Miłość do swojego brata, dobro w najczystszej z możliwych postaci. Podobnie jak Lord Voldemort nie może znieść tego uczucia w Harrym Potterze, tak też Lucyfer staje się bezradny w Supernatural. Miłość zawsze zwycięża (łac. amor omnia vincit) – proste, ale jakże piękne.

Klatka zostaje otwarta ponownie i wpada w nią nie tylko Lucyfer, ale także sam Michał. I po raz kolejny – kto takiego przebiegu akcji się spodziewał?! Dodatkowo Kripke udowadnia, że potrafi grać na emocjach co najmniej tak dobrze jak laureat ostatniego Konkursu Chopinowskiego na fortepianie. Wzruszającą atmosferę uzyskuje przez znakomity dobór scen z poprzednich odcinków i – co wydaje się niemożliwe – absolutny brak muzyki. Słyszymy tylko wiejący wiatr. Dopiero kilkadziesiąt sekund później daje możliwość wykazania się kompozytorowi i wyciska z widzów (w szczególności żeńskiej części widowni) ostatnie łzy, podczas gdy Diabeł wpada do klatki.

Zawsze będą jakieś dziury
Bogiem okazuje się być Chuck. No dobrze, nie mamy pewności, ale bardzo, bardzo wiele na to wskazuje. Rozwiązanie może się komuś podobać lub nie, ja osobiście nic do niego nie mam. Bóg jak się okazuje nie opuścił ludzi i czuwał nad wszystkim. Przecież zresztą tego oczekujemy od wolnej woli, prawda?

Nieco zbyt szybko chyba wskrzeszono Bobby’ego i Castiela. Jeszcze nie zdążyliśmy pogodzić się z ich śmiercią, zatęsknić za nimi, a już byli z powrotem na nogach.

Średnio wypadły także efekty. Ekipie nie brak umiejętności, ale na pewno pieniędzy. Widać to w szczególności w porównaniu z ostatnim finałem Smallville, z którego komputer aż się wylewał (ale oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Rozpryśnięcie się Casa wypadło nieco tandetnie, trudno mi się z tym nie zgodzić. O wiele lepiej wyglądała śmierć Anny w The Song Remains the Same – spalenie się ciała i zamiana w popiół robiły spore wrażenie. Kilkusekundowe ujęcie z góry, kiedy Lucyfer i Michał wpadają do klatki także można było dopracować, ale jak się domyślam, na to też zabrakło pieniędzy. Jednak jak na serialowe warunki i tak wypadło to całkiem nieźle. Pan Kripke nie jest głupi i jeśli nie ma na coś wystarczających środków, nie robi tego. Dlatego też nie żałuję, że nie było wielkich pożarów czy innych katastrof - wyglądałoby na to na pewno fatalnie. Twórcy za to bronią się i o kataklizmach słyszymy w telewizji. Rozwiązanie może i płytkie, ale przynajmniej nie pomijają tego tematu. Mogliby się od nich uczyć osoby odpowiedzialne za produkcję V, nowego serialu stacji ABC, gdzie efektów jest cała masa, ale ich jakość jest porażająco słaba. Rób to dobrze, albo wcale – popieram dewizę Kripke.

Spisali się całkiem nieźle
Padły też zarzuty, że cała Apokalipsa została „przegadana”, było za mało akcji, a za dużo rozmów. Cóż, powtarzam – taki jest styl tego serialu. Wiadomo, że koniec świata automatycznie kojarzy się nam z wielkimi wydarzeniami, ale ekipa Supernatural miała inny pomysł. Takich zarzutów nie można mieć do finału, lecz co najwyżej całego serialu. To tak jakby dziwić się, iż w Lost dostajemy kolejną tajemnicę bez odpowiedzi, a w Stargate nowe, robiące cuda urządzenie…

Prześledźmy kilka najważniejszych wydarzeń, jakie doprowadziły Winchesterów i aniołów to tego pojedynku na Stull Cementary. Serialowe Piekło ma wrota w Wyoming, stanie raczej biednym i niezbyt ludnie zamieszkanym, na dodatek nie na jakimś wielkim, słynnym cmentarzu w stolicy. Lilith, pierwszy i najpotężniejszy ze wszystkich demonów, ukrywa się w New Harmony, w stanie Indiana. To miasteczko ma zaledwie niecały 1000 mieszkańców! Demony nie afiszują się swoją obecnością, bo nie chcą zwracać na siebie uwagi, widać to już od samego początku. Brak wielkich, słynnych lokacji jest kontynuowany dalej w czwartym i piątym sezonie. Dean powraca z Piekła w środku bliżej nieznanego nam pola, a Lucyfer jest uwięziony w małej kaplicy w Ilchester. Nie żadna Bazylika św. Piotra w Watykanie, a zwykły, szary kościółek.

Nic dziwnego zatem, że finałowa walka Michała z Lucyferem nie rozgrywała się na Times Square w Nowym Jorku czy Trafalgar Square w Londynie. Wszystko kończy się tam, gdzie się zaczęło – w Lawrence, w stanie Kansas.

Poszli własną ścieżką
Tak naprawdę, gdyby doszło do zapowiadanej walki, niemożliwa byłaby kontynuacja serialu. Nie mówię, że zmieniono ze względu na to zakończenie (bo szczerze mówiąc nie wierzę w to), tyle że przecież po pokonaniu Lucyfera, Bóg miał zrobić Raj na ziemi. Lucyfer i całe zło przestałoby istnieć. Dean nie mógłby pójść do Lisy i wypić zaległego piwa – nie byłoby już zwykłego, tradycyjnego życia. Być może Winchesterom udało się jedynie opóźnić koniec świata i Diabeł ponownie zostanie uwolniony (tym razem w jakiś inny sposób, wszak wiadomo, że Lilith nie może zginąć po raz drugi).

I wreszcie ostatnia scena. Sam pod latarnią. Zaskakująca, szokująca i zostawiająca nas w niepewności. Można być jej przeciwnikiem, stwierdzać, iż była niepotrzebna – dzięki niej jednak będziemy czekać na sezon szósty z zaciekawieniem, jakiego brakowały, gdyby się na nią nie zdecydowano.

Nic tak naprawdę się nie kończy, prawda?
A przynajmniej historia braci Winchester - kolejny rozdział z ich życia zobaczymy już jesienią. Ponoć mamy się spodziewać powrotu do korzeni, do klimatu znanego z pierwszego sezonu. Wydaje się to rozsądnym wyjściem, zwłaszcza, że nic większego od Apokalipsy wymyślić się po prostu nie da.

Swan Song to dla mnie jeden z najlepszych odcinków Supernatural. Choć nie był idealny (ale ideałów przecież nie ma) i tak zdaje się, że będzie także najlepszym finałem tego roku. Ostatnie zdanie może wydawać się zbyt daleko idącym przypuszczeniem – gdyż już za kilka dni finał Lost – ale nie wydaje mi się, żeby ten zdołał wywołać u mnie podobne emocje.

środa, 19 maja 2010
Po finale: "Supernatural" (1)

Skończyło się. Przygoda trwająca pięć lat dobiegła końca. Były wzloty, były upadki i był też finał. Finał wzbudzający ogromne emocje, co do tego nie ma wątpliwości. Część osób dostała dokładnie to, czego chciała, część srogo się zawiodła. Dla mnie był to najbardziej wyczekiwany odcinek tego roku i… zostałem usatysfakcjonowany.

Nie chciałbym nikogo obrażać, krytykować, ani uznawać swoją opinię jaką tę jedyną i słuszną, ale prawda jest taka, że jeśli finał cię zawiódł to… nie oglądałeś uważnie tego serialu. Twoje oczekiwanie nie były za wysokie, twoje oczekiwania były po prostu błędne. Złe. Niewłaściwe. Finał Supernatural był taki jak cały serial – z takim samym klimatem, z takimi samymi bohaterami, z takimi samymi rozwiązania fabularnymi.

Na sam odbiór finału duży wpływ ma także to, kiedy ktoś zaczął oglądać serial. Jeśli ktoś oglądał na bieżąco tylko piątą serię, nie jest tak zżyty z Supernatural i samymi Winchesterami. Kiedy ktoś ogląda odcinek po odcinku, nie ma czasu na zastanawianie się nad postaciami, wydarzeniami, przyjmuje je takie, jakimi są. Nie odgrywają one w jego życiu większego znaczenia. Nic zatem dziwnego, że poszukuje w serialu (i samym finale) przede wszystkim akcji.

Fani zawsze będą narzekać
Apokalipsa, ostateczna wojna pomiędzy dobrem a złem. Anioły kontro demony. Bóg kontra Szatan. Wielkie kataklizmy, zniszczenia, schyłek ludzkości, ogólnie mówiąc: koniec świata, jaki znamy. Tak przedstawia się to w literaturze, taki też opis występuje w Biblii. Choć wiele osób tego nie dostrzega, Supernatural poszło zupełnie inną drogą. Owszem, mamy mnóstwo katastrof, ale są to wydarzenia, jakie towarzyszą nam w prawdziwym świecie – epidemie, pożary, tornada. Twórcom zależało na tym, żeby Apokalipsa była jak najbardziej wiarygodna. I udało im się to. Biblijny koniec świata rozgrywa się na naszych oczach cały czas, a ludzkość tego nie dostrzega. Kto oczekiwał efektów i cudów na miarę Pojutrze czy 2012, niesamowicie się zawiódł.

Oczywiście, nie było na coś takiego pieniędzy, ale to nie wytłumaczenie. Jeśli nas na coś nie stać, to tego nie robimy, jasne. Cały szkopuł w tym, że nawet gdyby Kripke i spółka mieli większy budżet, to i tak byśmy nie zobaczyli inwazji obcych czy statków kosmicznych. To nigdy nie miało tak wyglądać. Z całą Apokalipsą jest jak z potworami, z którymi bracia walczyli w pierwszych trzech sezonach – wszystko istnieje i dzieje się naprawdę, ale tylko garstka ludzi o tym wie.

Skoro to zakończenie, musi ono finalizować pewne sprawy
Mimo że będzie szósta seria, Swan Song wydawało się być bardziej nie finałem sezonu, ale serialu. I chwała za to twórcom. Nie zdecydowali się na przeciąganie fabuły, zostawienie otwartych wątków, nie. Ile to już razy zamówienie przez stację kolejnego sezonu wpływało negatywnie na samą produkcję? Pomyślcie o One Tree Hill, The X-Files czy Prison Break. Ich ostatnie sezony zupełnie nie przypominają początkowych. I nikt nie miałby pretensji, gdyby utrzymywałaby w tej nowej formule przyzwoity poziom, ale… wiadomo jak to wyszło.

Dostaliśmy finał pięciu sezonów, a szósty będzie nową historią, opowiadaną w tym samym klimacie. Dokładnie tak jak filmowy sequel, co też już nie raz mówiła Sera Gamble, czołowa scenarzystka i producentka.

Zakończenia są trudne
Kripke wychodzi ze starcia z finałem obronną ręką. Plan został pięcioletni wykonany. Wszystko się ładnie rozwiązuje, praktycznie na każde zadane pytanie w ciągu tych ostatnich lat dostajemy odpowiedź. Widać, że fabuła nie była pisana na kolanie, ale starannie zaplanowana i to już na samym początku. To nie Heroes, gdzie jedna historia zaprzecza drugiej, gdzie historia jest tak skomplikowana, że nie wiadomo, o co w niej chodzi… Po finale piątej serii Supernatural wszystko jest jasne.

Swan Song, jak już mówiłem, był dokładnie taki, jak oczekiwałem. Idealnie wpasował się w klimat serialu, trzymając się znanych już sztuczek, schematów, będąc jednocześnie zaskakujący i wyjątkowy. W ciągu 40 minut, pomiędzy akcją związaną z Apokalipsą, mamy kilka przerywników, w których poznajemy szerzej historię Chevroleta Impali. Czarny muscle car towarzyszył braciom w podróży (i tej rzeczywistej, i tej metaforycznej) na każdym kroku. Fani zaliczali go jako trzeciego głównego bohatera serialu. Ba, do dziś wielu uważa, że to on, a nie Adam, jest pełnoprawnym trzecim Winchesterem.

Podstawą serialu od zawsze były relacji między braćmi, nie akcja, nie efekty specjalne. Nawet, gdy Winchesterowie są w trakcie polowania, zwykle można dopatrzeć się w scenariuszu drugiego dna. Gdy w Metamorphosis Sam i Dean stają oko w oko z ruguru, w rzeczywistości chodzi o walkę Sama ze swoją mroczną stroną, gdy w The Curious Case of Dean Winchester trwa walka z wiedźmą, podejmowany jest motyw nieprzyjemnej śmierci, na jaką skazani są łowcy, a w Sam, Interrupted, szpital psychiatryczny, w którym bracia dają się uwięzić, jest metaforą ich zniewolenia i wyalienowania przez życie. Podobnych przykładów można dopatrzeć się praktycznie w każdym odcinku.

To naprawdę masakryczna rzecz
Mimo patosu, rozmachu wydarzeń znalazło się też miejsce na trochę humoru. Wszystkie postacie pozostają sobą, scenarzyści nie zmieniają ich, nie dopasowują sobie ich cech do scenariusza. Cas życzący Samowi powodzenia, znakomicie rozładował narastające napięcie przed konfrontacją z Lucyferem, a wjazd Deana w Impali i jego bezczelna, nonszalancka odzywka do dwóch aniołów sprawia, że usta same się uśmiechają.

Pojawia się także sporo odwołań do poprzednich odcinków. Lucyfer mówiący „Czekałem na ciebie od bardzo, bardzo dawna” przypomina Sama sprzed roku, kiedy to stojąc przed Lilith wypowiadał bardzo podobne słowa. Z kolei Dean w jednej z początkowych scen nazywa Sama „zbyt dużym facetem” – kto pamięta jeszcze tego młodego, chudziutkiego młodego Winchestera z pierwszego sezonu? Wtedy to Dean niepodzielnie rządził nie tylko swoimi tekstami, ale także muskulaturą. Nieodłączną częścią Supernatural jest także rockowa muzyka, której nie zabrakło i w finale. Odcinek otwiera „Carry on My Wayward Son” zespołu Kansas, piosenka stająca się chyba jednym z najbardziej charakterystycznych symboli serialu. Gdy usłyszałem po raz głos wokalisty Steve’a Walsha, łza zalśniła w moim oku. W tym momencie zabrzmiała dla mnie bardziej podniośle i „epicko”, niż choćby motyw z Władcy Pierścieni Howarda Shore’a.

Scenarzyści zaserwowali nam kilka niespodzianek. Nawet, gdy ktoś czytał wszystkie spoilery nie miał szans na odgadnięcie rozwoju wypadków, jaki zobaczyliśmy. Sam zapierał się przed powiedzeniem „tak” Lucyferowi przez cały sezon i choć chyba każdy podejrzewał, że w końcu to zrobi, to kto pomyślał, iż zrobi to całkowicie z własnej woli? Bez żadnego manipulowania przez demona, czy inne zło, Sam mówi „tak”. Jego zachowanie jest całkowicie logiczne i uzasadnione. Równie niespodziewanym zwrotem akcji było to, że Lucyfer wiedział o pierścieniach Jeźdźców Apokalipsy. To nieco pokrzyżowało plany Winchesterów, jednak Sam nie widząc innego wyjścia i tak zgadza się na oddanie Diabłu swojego ciała. Ten zaś nie dość, że zabiera pierścienie, to jeszcze nie daje młodemu Winchesterowi praktycznie żadnych szans na zdobycie kontroli i wydaje się, iż wszystko w rękach archanioła Michała. Tylko on jeden może go powstrzymać.

W końcu nadchodzi chwila wielkiego pojedynku – Michał kontra Lucyfer. Wygląda to jednak zupełnie inaczej, niż się spodziewaliśmy. Choć początkowo obaj bracia mówili „nie”, to zdawało się, że ostatecznie i tak staną naprzeciwko siebie. Teraz Michał znalazł sobie nowe naczynie i Dean nie jest mu nawet potrzebny. I właśnie w tym momencie pada cała teoria przeznaczenia, wolna wola jest ważniejsza.

Dlatego walka między Lucyferem a Michałem nie jest nieunikniona. To, że coś jest przeznaczone, wcale nie oznacza, iż musi się stać. Wielkie starcie kończy się jedynie na słowach i dzięki swojemu poświęceniu Winchesterowie ratują miliony osób przed śmiercią, a cały świat przed zagładą.

(dalszy ciąg w następnej notce, bo za tekst za długi jest i system nie da mi dodać)

niedziela, 16 maja 2010
Winchesterowie po raz szósty

Kolejna seria Supernatural została oficjalnie potwierdzona przez The CW na początku tego roku. Jak na razie nie wiadomo dokładnie, kiedy będzie miała swoją premierę - do tej pory zawsze była to jesień, jednak tym razem w internecie krążą plotki o wiośnie 2011 roku - wtedy sezon liczyłby tylko 13 odcinków. Jeśli władze stacji zdecydują się na dotychczasowe rozwiązanie, to zobaczymy tradycyjnie 22 epizody przygód braci Winchester. Ostateczną decyzję poznamy 20 maja na corocznej konferencji zwanej Upfronts, na której The CW ogłosi swoją ramówkę sezonu telewizyjnego 2010/2011.

Dokładną datę premiery (dzień i miesiąc) poznamy dopiero w trakcie wakacji, ale można przewidywać, że będzie to wrzesień lub początek października (zakładając sezon 22-odcinkowy). The CW, ze względu na swoją raczej małą siłę przebicia, nowe odcinki swoich produkcji puszcza około 2 tygodnie wcześniej, niż reszta stacji (czyli ABC, CBS, FOX i NBC), by mieć szansę na zyskanie większej liczby widzów.

Zmiany, zmiany, zmiany...
Ostatnią ważną kwestią z gatunku technicznych związaną z szóstą serią jest zmiana tzw. showrunnera, czyli osoby kierującej produkcją, wyznaczającej jej kierunek rozwoju, mającej decydujący głosy w serialowej fabule. Eric Kripke, pomysłodawca i dotychczasowy showrunner, odda swoje stanowisko Serze Gamble, obecnej scenarzystce i producentce wykonawczej. Kripke początkowo posiadał kontrakt tylko do roku 2010, jednak niedawno przedłużył go o kolejne 365 dni - w tym czasie zajmie się tworzeniem nowego serialu dla stacji The CW, Nie opuści mimo wszystko ekipy tworzącej Supernatural, będzie w niej obecny już nie jako głównodowodzący, ale konsultant.

Sera Gamble sam serial zna bardzo dobrze, pracuje przy nim od drugiego odcinka pierwszej serii, jest autorką 22-óch scenariuszy, a także odpowiadała za produkcję 16-tu epizodów. Oprócz tego cały czas aktywnie udzielała się w kreowaniu fabuły serialu, dzięki czemu z czasem stała się "prawą ręką" Erica Kripke i awansowała ze stanowiska scenarzysty na producenta wykonawczego.

Finałowe pytania
Najbardziej ciekawi nas oczywiście fabuła; jak potoczą się dalej losy braci, co tym razem wymyślą twórcy. Eric Kripke, jak niejednokrotnie powtarzał, miał w głowie plan pięcioletni i jest niesamowicie dumny, zadowolony z tego, że miał szansę go zrealizować. Niesłabnąca popularność serialu sprawiła jednak, że stacja The CW postanowiła zamówić jeszcze jeden sezon.

Scenarzyści staną przed nie lada wyzwaniem; niezwykle trudno będzie im pobić wątek tak wielki, tak wspaniały jak Apokalipsa. Zwłaszcza, że właściwie finał piątej serii zamknął wszystkie wątki i ponownie rozdzielił Winchesterów. Dean zaczął wieść nowe życie wraz z Lisą, dawną ukochaną, i Benem, jej synem, zaś Sam… Cóż, Sam powrócił na ziemię, jednak właściwie nie wiadomo, co się z nim stało, kto go wskrzesił i czy rzeczywiście jest w 100% człowiekiem, jakiego znaliśmy przez ostatnie pięć lat. Przygasająca latarnia może wskazywać, że egzystuje obecnie jako duch bądź też jest to zwiastun po prostu siły wyższej, dzięki której wydostał się z klatki.

Eric Kripke, jeszcze przed emisją Swan Song, na temat szóstego sezonu wypowiedział się następująco: ”Mogę powiedzieć jedno - nie ma Supernatural bez Sama i Deana. Jeśli nie ma ich w pociągu, pociąg nie jedzie.” Zatem na pewno znów ujrzymy dwóch braci w akcji. „Nawet jeśli zginą, na pewno powrócą w szóstym sezonie” – mówi dalej.

Koniec z końcem świata
“Ta historia kończy się w tym sezonie" – powtarzała niejednokrotnie Sera Gamble w trakcie pracy nad piątą serią. Lucyfer został zamknięty (wraz z Michałem) na dobre, nie będzie żadnego rewanżu. Biblijna Apokalipsa dobiegła końca. Oczywiście twórcy o niej nie zapomną i bracia będą zmuszeni uporać się z jakimiś jej konsekwencjami, ale szósty sezon przedstawi nową historię.

Fabuła kolejnej serii jest zapewne pomysłem Gamble, dzięki czemu też dostała awans. W rozmowie z dziennikarzem Chicago Tribune stwierdza: "Nad fabułą do szóstego sezonu pracowaliśmy już od jakiegoś czasu i  jesteśmy z niej bardzo zadowoleni. Mamy mnóstwo pomysłów i cieszymy się, że serial się nie kończy.”

Prawdziwa siła Supernatural ujawniła się dopiero w trzecim sezonie, kiedy to fabuła stała nieco bardziej skomplikowana, złożona, wielowątkowa i przestała polegać tylko na cotygodniowym polowaniu na nową kreaturę. Gamble obiecuje kontynuować ten schemat w kolejnej serii – „Mamy mnóstwo pojedynczych odcinków, każdy z osobną historią oraz jedną intrygę, długą na cały sezon”.

Rodzinny interes
Mimo że Dean próbuje sobie ułożyć życie na nowo, prędzej czy później wróci do walki z nadprzyrodzonymi mocami. Wraz z Samem będą znów ratować ludzi, polować na potwory i kontynuować rodzinny interes.

"Teraz, kiedy zakończyliśmy spory na temat wolnej woli i przeznaczenia, zmniejszymy nieco skalę wydarzeń, skupimy się na wątkach osobistych i emocjonalnych, wejdziemy na zupełnie nowe tereny. Nie możemy się już tego doczekać." – mówi Sera Gamble. Szósty sezon będzie klimatem zbliżony do dwóch początkowych, a w szczególności do pierwszego, gdzie styl horroru był najlepiej widoczny.

Podekscytowani kolejną serią przygód braci Winchester są także sami aktorzy. Jensen Ackles, odtwórca roli Deana, przyznaje: „jeszcze nigdy tak bardzo nie mogłem się doczekać scenariusza do kolejnego odcinka”. Nawet sama obsada nie ma pojęcia, czego się spodziewać.

Rozstania i powroty
Sama i Deana zobaczymy na pewno. Ale co z resztą postaci? Co z Castielem i Bobbym, którzy nadzwyczaj często towarzyszyli braciom w walce ze złem? Jak już wiemy z odcinka Swan Song, oboje przeżyli Apokalipsę.

Na razie nie zaczęto żadnych rozmów z aktorami na temat ich ewentualnego powrotu. Jim Beaver, serialowy Bobby, żartuje: “Mógłbym być złym bratem bliźniakiem Bobby’ego, Robbym!” Potem już bardziej serio dodaje: „Na wszystko, o co poproszą mnie Bob Singer i Eric Kripke zapewne się zgodzę, bo ich lubię. Byli dla mnie bardzo mili. I – choć nie mam pojęcia dlaczego – oni też najwyraźniej mnie lubią.”

Za planem tęskni także Misha Collins, grający anioła Castiela. Niejednokrotnie już wyrażał w wywiadach swoją chęć pojawienia się w szóstej serii. Kontrakt aktora wygasł wraz końcem piątego sezonu i jak na razie nie zaproponowano mu jego przedłużenia. Poza tym, należy zadać sobie pytanie – czy w świecie, w którym Apokalipsa już się skończyła, jest jeszcze miejsce dla anioła?

Co do szeregu innych postaci epizodycznych, to jak zwykle na pewno możemy liczyć na jakieś niespodzianki, jednak konkretne informacje wypłyną dopiero pod koniec wakacji. Kto wie, może w końcu pojawi się Jeffrey Dean Morgan (czyli John Winchester), który od dawna powtarza, że chciałby choć jeszcze raz zagrać w Supernatural. Nowy początek to idealna okazja, by wykorzystać tę postać.

Nowa historia, starzy bohaterowie - tak na razie przedstawia się sezon szósty. Po zakończeniu praktycznie wszystkich obecnych wątków czas na zaczęcie kolejnych, miejmy nadzieję, równie ciekawych. Scenarzyści mają pomysł - to jest najważniejsze. Co więcej, jak twierdzi Jensen Ackles, mają pomysł nie tylko na serię szóstą, ale również siódmą i ósmą! Oznacza to jeszcze 3 lata z Winchesterami – osobiście nie mam nic przeciwko temu.

piątek, 14 maja 2010
Dziękuję, panie Kripke

Dziękuję, dziękuję, dziękuję. Dziękuję za stworzenie tak wspaniałego serialu, jakim jest Supernatural. Dziękuję za powołanie do życia Sama i Deana Winchesterów, jednych z największych postaci telewizyjnych wszech czasów. Dziękuję za to, że finał piątej serii był taki, jak cała reszta serialu - genialny.

I nie tylko ja dziękuję. Cały świat ci dziękuje. Czekam z niecierpliwością na twoje kolejne produkcje.

środa, 14 kwietnia 2010
Jęczenie i chomiki

Notka z gatunku tych, które w założeniu miały się na tym blogu pojawiać przez cały czas, ale wyszło jak wyszło... W każdym razie mam dla was (AnDyX i Q, bo przecież nikt inny tego nie czyta :D) fajną grę słowną.

Oto zwiastun Ghostfacers, internetowego spin-offu serialu Supernatural.

W oryginale jak można usłyszeć brzmi to następująco:

- I'd punch him right into face!
- They'd cry.
- Winchester would be whining.
- Whine-chester.
- Whinechesters.

Oczywiście trik polega na tym, że angielskie whine czyli jęczeć/szlochać wymawia podobnie jak pierwszy człon nazwiska Winchester, a że wcześniej była wzmianka o płaczu no to Harry i Ed nieco wyśmiali braci W.

Jak ja sobie z tym poradziłem możecie zobaczyć na powyższym filmiku. Choć z wersją pierwotną nie to za wiele wspólnego, to jakoś nazwanie chomika częścią nazwiska braci uznałem, że wystarczająco śmieszny żart. Ale to może tylko moje osobliwe poczucie humoru :).

poniedziałek, 12 kwietnia 2010
Serialowy przegląd tygodnia (11)

Tym razem spokojniejszy tydzień - zabrakło poniedziałkowych komedii CBS, no i rzuciłem oglądanie czwartkowych medyków ze stajni ABC.

Chuck 3x13
W końcu, w końcu, w końcu!!! Trzy sezony czekania (chuckania?) i udało się. Chuck i Sara razem. Cieszę się niezmiernie, choć oby to nie był tylko taki jump the shark i scenarzyści mieli pomysł na dalsze epizody. I broń Boże ich teraz rozłączać, takich rzeczy się po prostu nie robi.

Shaw (tak jak przewidywałem) zginął (tego nie przewidziałem) z ręki Chucka. Nie wiem, jak oni się mogli nabrać, że jemu nie przeszkadzało to, że pracuje z zabójczynią jego ukochanej żony. Po prostu to do mnie nie trafia.

Po przeniesieniu akcji do Paryża znów miałem wrażenie, że to historia na minimum 2, jak nie 3 odcinki. Przecież nawet nie widzieliśmy, jak z Kręgiem rozprawił się Casey! A skoro już o nim mowa, dobrze, że wrócił do drużyny. Choć oczywiście było to tylko kwestią czasu, miło że mamy go w pełni z powrotem. No i nowy nabytek, Morgan Grimes. Będzie zabawnie :).

Teraz jeszcze niecałe tygodnie czekania...

Gossip Girl 3x17
Na plus całkiem fajne odwołanie do Bękartów Tarantino, na minus cała reszta.

90210 2x17
Nawet już to zdołało mnie znudzić. A niby chwaliłem, że to i tak pozycja z tych obyczajówek The CW.

Melrose Place 1x17
Podręcznikowy przykład wtórnego serialu. Ludzie, w tym nie ma NIC nowego! Opisałbym konkretne wątki i gdzie je już widzieliśmy, ale to strata czasu. Może kiedyś poświęcę temu osobną notkę.

V 1x06
Rozkręca się, rozkręca. Tylko czemu mam wrażenie, że na dobre akcja ruszy dopiero w season finale, a drugiego sezonu nie uświadczymy?

Fabularnie jest bardzo dobrze, wciąga, jednak ten odcinek słabszy od poprzedniego. Motyw włamywania się na statek to jakaś pomyłka. Tyle zabezpieczeń tych Przybyszów jest, a zwykłe ziemskie przyklejenie nowych odcisków palców wystarcza, żeby je rozłożyć. Litości.

Accidentally on Purpose 1x16
Zmieniono dzień emisji, może to pomoże serialowi czyt. zwiększy jego oglądalność. Nie jestem jednak przekonany, że zasługuje on na drugi sezon... Poczekam na kolejne epizody, bo po tym szczerze mówiąc nabrałem ochoty. Pomysł z opiekunką do dziecka był naprawdę świetnie zrealizowany.

FlashForward 1x15
Po powrocie produkcja zyskała nową jakość, z odcinka na odcinek jest coraz lepiej. W końcu odnaleziono szpiega i to nawet w ciekawy sposób. A ten cliff na końcu... szczena opada.

The Vampire Diaries 1x18
Dziwne, że nie zmienili jeszcze tytułu na Miasteczko wampirów... Rosną one w tym Mystic Falls jak grzyby po deszczu. Odcinek bez rewelacji, choć przyjemnie się to nawet ogląda. Tylko co się stało z tą czarnoskórą medium?

Supernatural 5x17
Smutny, złożony, trudny odcinek. Niełatwe życie mają ci Winchesterowie, wszystko idzie nie po ich myśli. Dean chyba się już poddał i w głębi serca już powiedział to sakramentalne tak Michałowi. Jednak nie mogę się nie przyczepić co do motywacji tej decyzji. Ja rozumiem, że może on jest zakochany w tej lasce z 3x02, ale bez przesady, przecież nawet o niej nie wspomniany przez 2 lata, a teraz taka wielka miłość? Zagranie a la deux ex machina, nie lubię takich rzeczy. Choć oczywiście samą postać i aktorkę bardzo lubię.

5x18 to będzie setny odcinek serialu. Zapowiada się iście imponująco. Polecam zajrzeć na supernatural.com.pl, tam sporo informacji na jego temat.

Smallville 9x16
Jak na Smallville wyśmienity odcinek. Znakomicie zrealizowane początkowe sceny walki Tess. Kto by pomyślał, że zwykłymi spowolnieniami można tak uatrakcyjnić odcinek. Podobał mi się, także ostatni bieg Clarka, kiedy ratował Chloe, zamiast tradycyjnego powietrznego korytarzyka zrobiono taki slideshow i muszę przyznać, że wyszedł on lepiej, niż dobrze. Oby więcej takich innowacyjnych (jak na ten serial) pomysłów.

Stargate Universe 1x12
Akcja chyba się wyczerpała w ostatnim odcinku, ale i tak nie było tak źle. Właściwie to było całkiem dobrze. Zobaczyć nieco polityki i spiskowania nigdy nie zaszkodzi. Posunięto akcję do przodu, co się chwali, nie zniósłbym jakiegoś zapychacza.

czwartek, 08 kwietnia 2010
Serialowy przegląd tygodnia (10)

Do tego przeglądu zwykle zabieram się cały tydzień i wieczniemi się nie chce. Mówię sobie, że nie napiszę nic, dopóki nie zrecenzuje pokrótce tych seriali i... tak powstają tygodniowe hiatusy na blogu. Zagadka rozwiązana.

Chuck 3x12
Mam takie wrażenie, że skrócenie tego sezonu (do 13 odcinków, te 6 kolejnych domówili jak scenariusze były już napisane) źle wpływa na serial. Niby wszystko jest pięknie, ładnie (i śmieszne), ale dzieje się za szybko. Nie ma żadnych lekkich epizodów, przy których można się wychilloutować (rozbraja mnie to słowo :D)... Wszystko jest mocno powiązane głównym wątkiem fabuły i wbrew pozorom nie jest to dobry pomysł. Dobrą taktykę stosują twórcy Supernatural - raz tzw. zapychacz, raz epizod z serialową mitologią. Dzięki temu całe napięcie związane z głównym wątkiem fabularnym rośnie stosunkowo powoli, ale nie da się go nie zauważyć. Tymczasem oglądając ten i poprzedni odcinek Chucka miałem wrażenie, że przegapiłem coś.

Co gorsze, relacje Chucka i Sary też wydają się takie jakieś naciągane... Przecież ta kobieta całuje się z dwoma facetami (i na obu jej zależy) w jednym odcinku! W dodatku ten pocałunek z Bartowskim nijak miał się do tego z 2x02 (prawdziwe mistrzostwo, polecam zobaczyć). Coś panu Levi i pani Strahovski się nie chciało... A szkoda. Na plus trzeba zaliczyć udany zwrot akcji z tym, że to Sara zabiła żonę Shawa - tego się nie spodziewałem zupełnie.

Gossip Girl 3x16
W sumie to nie pamiętam, co tam się działo. Choć nie ma się za bardzo czemu dziwić, biorąc pod uwagę, że robię 3 rzeczy na raz, a oprócz tego na laptopie puszczam Gossip Girl. Ale jaki serial, taka moja uwaga :). Poświęcę jednak notkę na tytuły odcinków tej produkcji. Parafrazy tytułów słynnych filmów to smakowite kąski dla koneserów tłumaczenia.

Greek 3x20
Prawdopodobnie już nie będę miał czasu na to. I w sumie jakoś nie żałuję, nie jest to serial zły, ale też nie angażuje emocjonalnie za bardzo.

90210 2x16
Czuję, że ten sezon będzie ostatnim oglądanym przeze mnie. Postacie się zaczynają wypalać, a znająć życie (a raczej The CW) można się jeszcze spodziewać 5 serii tej produkcji.

Lost 6x10
Czy coś w tym serialu się jeszcze wyjaśni? Jest w ogóle co wyjaśniać w ogóle? Poza tym po co Desmond się znalazłna wyspie... ale to znowu będzie powód typu "wyspa tego chciała" czy co tam sobie Widmore ubzdura.

Melrose Place 1x16
Nisko, niżej, najniżej, dno, Melrose Place.

V 1x06
Szkoda, że oglądalność taka niska, bo nawet przyjemnie się to ogląda. Tym razem nie było jakiegoś szokującego cliffa, no chyba że liczyć zęby Anny, ale one jakoś mnie nie wzruszają. Czekam na więcej Laury Vandervoort.

Cougar Town 1x19
Chyba twórcy zapomnieli, że to miała być komedia. Już drugi kiepski odcinek z rzędu.

FlashForward 1x14
Jeden z najlepszych odcinków tego serialu. W końcu coś się zaczyna dziać, dobrze napisany, pomysłowy scenariusz. No i do tego cliff, po którym opadła mi szczęka. Tak powinno być za każdym razem.

The Vampire Diaries 1x16
O ile cała fabuła zaczyna się robić nudna i płytka to spodobała mi się jedna rzecz - scena, w której wampirzyca wkłada palce w oczy Damonowi. To naprawdę zrobiło na mnie wrażenie. Że też The CW się zgodziło na pokazanie czegoś takiego.

Supernatural 5x16
Choć scenariusz jest świetny nie da się nie zauważyć, że ekipa oszczędza na efektach jak tylko się da. Wielka szkoda, że Kripke nie poszedł z tym pomysłem najpierw do SyFy, przynajmniej Apokalipsa wyglądałaby tak jak trzeba.

Smallville 9x15
Choć postać Silver Banshee iście tragiczna (i bynajmniej nie chodzi mi to o jej przeszłość) to i tak odcinek całkiem fajny. Można było się sporo pośmiać z rozmów Lois i Clarka, a także ich spotkania z Chloe i Oliverem.

Stargate Universe 1x11
Chciałoby się powiedzieć "w końcu". Po raz pierwszy jakaś akcja i od razu zatęskniłem za Gwiezdnymi Wrotami. Mniej paplania, więcej obcych i będzie dobrze.

wtorek, 30 marca 2010
Rekord pobity!

I nie chodzi tu o częstotliwość pojawiających się tutaj (niestety)... W ostatni piątek udało mi się zrobić napisy do piętnastego odcinka Supernatural w rekordowo szybkim czasie, dzięki czemu na Napisy24.pl pojawiły się już o 8:23.

To jednocześnie mój osobisty rekord, jak i też całego serialu (który przecież miał już kilku tłumaczy). Poprzedni najlepszy wynik to godzina 10:03 (Abandon All Hope, tyle że od razu z korektą). Co ciekawe za każdym razem, kiedy tłumaczyłem tak szybko byłem wcześniej na imprezie, po czym przychodziłem do domu i oglądałem odcinek na żywo, a następnie przystępowałem do tłumaczenia! Wniosek jest jasny - imprezy służą tłumaczom :).

Gwoli ścisłości - rekordy w szybkości to nie jest jakiś puchar, nikt o to specjalnie nie walczy czy coś. Zwykle po prostu człowiek chce mieć z głowy już te napisy i mieć przez resztę dnia wolne.

Obecnie miano najszybszymi napisami są suby do Lost 6x09 - na Napisy24.pl zostały dodane o 6:39. Pracowała nad nimi trójka tłumaczy, w tym jeden z Grupy Hatak: Animol, Henioo i Bodzio. Pobili oni poprzedni rekord o 14 minut - (napisy do Heroes 2x08 robione przez JediAdama i Animola). Tu pojawia się jednak problem, bo przecież możnaby rzec "co trzy głowy to nie dwie", więc to nie dziwne, że im więcej osób tłumaczy, tym szybciej tłumaczenie może się ukazać. Zatem rekord dla teamu dwuosobowego wciąż należy do Herosów.

Nie wiem jak wygląda sytuacja z szybkością tłumaczeń robionych przez jedną osobę i gdzie jest moje miejsce w rankingu, ale domyślam się, że na pewno gdzieś wysoko. Przetłumaczyć (i zrobić synchronizację) samemu odcinek w ciągu 3 godzin to raczej rzecz niemożliwa, więc będę musiał sobie kogoś dobrać następnym razem :D.

poniedziałek, 29 marca 2010
Serialowy przegląd tygodnia (9)

Kolejny ciężki tydzień... ale jedziemy z tym koksem.

Desperate Housewives 6x18
Odgrzebanie wątku Rexa - kolejny bardzo dobry pomysł. Jeden z najlepszych sezonów Gotowych na wszystko.

How I Met Your Mother 5x18
Barney zawsze świetnie wyglądający na zdjęciach był genialny. Aż się czasy pierwszego sezonu przypomniały :). Z kolei motyw lasek na fotkach paczki był już średni, mogli to lepiej rozegrać. Zbyt sentymentalnie się zrobiło momentami.

Two and a Half Men 7x18
Gościnny występ Tricii Helfer? To musiał być świetny odcinek. I był.

The Big Bang Theory 3x18
Sheldono-centryczny odcinek, a że jego postać znudziła mi się już w pierwszym sezonie to nieco mi się dłużyło. Przyczyna fenomenu serialu wciąż pozostaje dla mnie zagadką.

Gossip Girl 3x15
O czym ty było? LOL, po co to oglądam to nie wiem. Ale z wieści okołoplotkarskich - wg quizu na Facebooku jestem jak Chuck Bass, to się chwali :D. Szkoda że tyle kasy nie mam...

Greek 3x19
Było kilka nawiązań do filmów różnej maści, co twórcom wychodzi poniekąd bardzo dobrze. Choć i tak nie pobiją tego, co zrobili w 3x03:

Chuck 3x11
Po 3x09 wszystko wygląda blado, ale obiektywnie patrząc był to kolejny znakomity odcinek. Dużo relacji Chuck-Sarah (czego dawno nie było), Intersekt 2.0 znowu w akcji (tym razem coś innego niż karate), no i boska akcja z ręcznikiem. Po raz pierwszy (chyba) widzimy też Subway w serialu. Choć konflikt Lestera i Caseya bardzo przerysowany to sprawdził się całkiem nieźle. Wciąż jednak cicho-sza w sprawie powrotu (byłego) pułkownika do drużyny. Nie oszukujmy się, to przecież tylko kwestia czasu.

90210 2x15
Zbytnie romansidło się zrobiło ostatnio. Wolałem już te podchody z narkotykami itd.

Lost 6x09
Myliłby się kto twierdził, że odcinek Richardo-centryczny MUSI dać jakieś odpowiedzi. Ot, tradycyjna historyjka o utraconej miłości... I jeszcze uszłoby to płazem, gdyby nie pokazywano tych flashbacków przez większość odcinka.  Litości, przecież już na samym początku człowiek się zorientował jak to się wszystko dalej potoczy. A propos przewidywania - czy zostało cokolwiek więcej w tym serialu do wyjaśnienia? Rozbitkowie są kandydatami na nowego pana i władcę wyspy, a reszty tajemnic takich jak chociażby liczby i tak w miarę racjonalnie wytłumaczyć się nie da.

Melrose Place 1x15
O mój Boże, Ella nigdy nie była w poważnym związku i nie wie, jak to jest. Ale super, tylko chyba gdzieś już to widziałem. Aha, tak. Jak mogłem zapomnieć. W KAŻDYM INNYM SERIALU!

Cougar Town 1x18
Wyjątkowa nuda. Tzn. było okej, ale bywały lepsze epizody. Co ciekawe, podobno mają zmienić tytuł serialu, bo odpycha widzów... Co za idiotyzm. Zapewne zmienią na coś jeszcze gorszego.

FlashForward 1x13
Serial złapał drugi oddech po przerwie, nie ma co zaprzeczać. Poprzednie dwa odcinki były dobre, a te był świetny. Oby tylko nie zrobili cliffhangera na końcu sezonu, bo oglądalność nie wskazuje, żeby ABC postawiło na kolejną serię...

Supernatural 5x15
Niby wątek apokaliptyczny, ale fabuła się nie posunęła do przodu za bardzo. Choć w sumie poprzednie dwa odcinki były naszpikowane mitologią, a następne biorąc pod uwagę spoilery również kręcić się będą wokół końca świata. "Zarąbiście. Kolejny Jeździec. Pewnie jest czwartek." - tekst sezonu :D.

Caprica 1x09
I pół roku przerwy. Bezsensowny pomysł, biorąc pod uwagę, że serial rozkręcił się (choć i tak nie rewelacyjnie) dopiero w 1x07. Przecież po wakacjach to nikt tego nie będzie oglądał... No ale mid-season finale był nawet, nawet, sporo cliffów jak na jeden odcinek, dzięki czemu druga połowa serii na pewno zmieni nieco klimat. Oby na lepszy.

 
1 , 2
polecane
supernatural
avalonscripts
smallville
supernatural
supernatural